Austriacy

piątek, 9 maja 2014

Rozdział dziewiąty

Dryń... 
Dryń... 
Dryń... 
Dryyyń...
Budzę się, budzik dzwoni zdecydowanie za głośno. Próbuję go wyłączyć, ale nie udaje mi się to. W końcu zrzucam go na ziemię, a on ucicha. Chowam głowę pod poduszkę, próbując dalej spać. Promienie słoneczne, przebijające się przez okno, ogrzewają mi stopy. W końcu przypomniałam sobie, że dziś nie mogę zaspać. Nikogo nie obchodzi, że przez wczorajszy dzień pełen wrażeń, że się nie wyspałam. Dzisiaj mam do zrobienia jeszcze więcej.
Wyczołgałam się z łózka, znalazłam budzik i podniosłam go z podłogi. Spojrzałam w lustro, pod oczami miałam dosłownie woryy. Weszłam do łazienki i przemyłam twarz. Później zeszłam na śniadanie. Rodzice już wstali, wiedzieli, że dzisiaj wyjeżdżam. Porozmawialiśmy przy płatkach i pobiegłam na górę.
Wzięłam szybki prysznic i podeszłam do szafy. Włożyłam na siebie rurki, T-shirt i ciepłą bluzę, w końcu mróz na dworze. Pakowanie nie zajęłoby mi długo, gdyby nie telefon przyjaciółki. Przez ogrom pracy nie miałam czasu na jakiekolwiek inne wypady towarzyskie, poza tymi, które były z moimi wariatami. Właśnie zaczęła mi opowiadać o swojej nowej super miłości, jak zobaczyłam, że niedługo się spóźnię. Była tak podniecona, że nawet nie miałam serca, żeby jej przerywać. Najwyżej spędzę mniej czasu z Mitchim, przecież nie tylko on jest moim przyjacielem. Przez jej całą ciekawą historię, odezwałam sie tylko parę razy, bo nie dała mi nawet do słowa dojść. Tak, jest straszną plotkarą i gadułą...
Czas leciał, a jej, można powiedzieć - monolog, wcale nie pokazywał, że niedługo się skończy. W końcu musiałam jej przerwać i postanowiłam zrobić to bez żadnych skrupułów.
W końcu mogłam się spokojnie dokończyć pakować. Sprawdziłam, czy lustrzanka jest dobrze naładowana  i czy karta jest pusta i spakowałam ją do torby. Jeszcze tylko zlustrowałam pokój, czy niczego nie zostawiłam i zeszłam na dół.
Rodzice czekali już w salonie, żeby odwieźć mnie do Michaela. Nie obyło się bez czułego pożegnania, jak to mają w zwyczaju rodzice.
Tata spakował moje torby do bagażnika i pojechaliśmy. Zwykle nie miałam za bardzo o czym z nim rozmawiać, więc i teraz w samochodzie panowała niezręczna cisza. Teraz też nie mogłam wymyślić żadnego tematu, więc tylko podgłośniłam radio. Po krótkim czasie dojechaliśmy. Wyjęłam z bagażnika walizkę, pomachałam tacie i weszłam do wejścia.
Michael czekał na mnie w swojej sali, do której wbiegłam zdyszana. Uśmiechnął się do mnie życzliwie
i chwilę później zajęliśmy się rozmową. Czuł się coraz lepiej, ale nadal nie mógł sobie wybaczyć, że traci cały sezon.
- Mam teraz życiową formę...
- Michael, przecież to nie twoja wina, uspokój się.
- Mogłem oddać im ten hajs i byłoby po kłopocie.
Zdziwiłam się, że pierwszy raz od wypadku, wspomniał o nim i to w taki sposób. Ja sama unikałam jakiegokolwiek poruszania tego tematu. 
Nie wiedziałam, czy mogę dalej ciągnąć to, ale postanowiłam zapytać :
- Opowiesz mi wszystko?
Wypuścił głośno powietrze i zamknął oczy. Już chciałam powiedzieć, żeby może jeszcze poczekał, ale on zaczął:
- W poprzednich sezonach, nie powodziło mi się z pieniędzmi. Wziąłem tam jakąś pożyczkę. Od tych ludzi co mnie prawie zabili. Nie wiem czemu na to wpadłem, ale mniejsza o to. Później pojawiłaś się Ty. I ja... Ja zakochałem się w Tobie.
Otworzyłam usta ze zdziwienia i chciałam już powiedzieć coś, ale on szybko mi przerwał i kontynuował swoją opowieść :
- Wtedy w nocy, co przyszedłem do Ciebie... - skinęłam głową na znak, że pamiętam. - Później poszedłem do Gregora. Powiedziałem mu o moich uczuciach do Ciebie. Wiesz, byłem pijany... I on wtedy mnie znienawidził. Byliśmy przyjaciółmi, więc wiedział, że mam kłopoty finansowe. Kilka dni później, przez które nawet się do mnie nie odezwał, on przyszedł do mnie. Zachowywał się, jakby nigdy nic się nie stało. Rozmawialiśmy, chwilę później wyjął z kieszeni pieniądze. Przeliczył i powiedział, że wystarczy mi, żeby spłacić dług u tych facetów. Nie wiedziałem, jak mam na to zareagować, nie wiedziałem, czy mogę mu zaufać i po co on to robi. Nie odezwałem się, ani nie wziąłem tych pieniędzy. On też siedział cicho. Jakiś czas później podszedł do mnie i włożył mi te pieniądze w rękę. Spojrzałem na nie, później na niego. Wtedy on, powiedział, że daje mi te pieniądze, ale ja za to odczepię się od Ciebie, nie będę się do Ciebie przystawiał. Jednym słowem, zostawię go dla Ciebie. Przez kilka minut przemyślałem to i się zgodziłem. Wiedziałem, że to pomoże mi w zaprzestaniu odczuwania do Ciebie miłości. Jeszcze tego samego dnia poszedłem do chłopaków, zapłaciłem im. Powiedzieli, że mam jeszcze odsetki, a te pieniądze nie starczą na zapłacenie ich. Powiedziałem, że kiedyś im dopłacę. Później mieliśmy tą imprezę. Wyglądałaś tak pięknie. - na te słowa szybko zrobiłam się czerwona. - Wydawało mi się, że już Cię nie kocham, ale ten pocałunek wyszedł tak jakoś niechcący. Teraz jak leżałem w szpitalu, to pomyślałem, że wtedy Cię chyba nadal kochałem. Ale wiesz... nie jest to normalna miłość. Myślę, że jest to tylko przyjacielska miłość. Widzę, jak Gregor na Ciebie patrzy, jak się zachowuje. Jeszcze niedawno Cię nienawidził, ale teraz? Myślę, że jest coś całkowicie odmiennego. A Ty? Ty też chyba coś do niego czujesz, skoro nie oskarżyłaś go o nic, że nie powiedziałaś o nim na policji... Nie mam Ci tego za złe, bo pewnie sam bym zrobił to samo.
Byłam w szoku, tyle informacji na jakieś 10 minut. Nie odzywałam się, ciągle o tym myślałam. W końcu znalazłam odpowiednie słowa :
- Przepraszam, że nie powiedziałam na policji o wszystkim..
- Nie ma za co. Mówiłem Ci już.
Więcej już się nie odezwaliśmy. Spojrzałam na zegarek, musiałam już się zbierać.
- Muszę już iść Michael, przepraszam.
- Jasne, idź. I pozdrów tam chłopaków.
Widziałam w jego oczach smutek, że nie może skakać razem z nimi. Chciałam mu jakoś pomóc, ale nie było żadnych szans.
Podeszłam do niego, pocałowałam w policzek i odwróciłam się do wyjścia.

Zamówiłam taksówkę, która odwiozła mnie bez żadnych problemów pod samo lotnisko. Przez całą drogę myślałam o słowach Michaela. Na lotnisku spotkałam uśmiechniętych skoczków. Podeszłam do wszystkich, przywitałam się i przytuliłam się do Thomasa.
- Cześć słońce
- Cześć - odpowiedziałam
- Byłaś u Mitchiego? Co u niego?
- Opowiedział mi wszystko.
- Co Ty gadasz? Musisz mi wszystko powtórzyć!
- Nie tu i nie teraz. W hotelu. Teraz, wybacz, ale muszę sama to wszystko przemyśleć. - powiedziałam
i odeszłam dalej
Usiadłam sama, daleko od wszystkich. Zastanawiałam się, czemu Gregor tak się zachował, czemu Michael wcześniej mi nie powiedział, że mnie kocha. Zadałam sobie milion pytań i przez cały czas szukałam na nie odpowiedzi.
Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś dotyk na moim prawym ramieniu. Odwróciłam się w tą stronę i przed sobą zobaczyłam szczęśliwego Gregora. No jasne, a niby kogo innego?...
- Cześć - powiedział, głupio się uśmiechając. Wygląda jakby na haju jakimś był...
- Cześć?
- Słuchaj, to co wczoraj wieczorem Ci powiedziałem, to nie była prawda. - szybko powiedział. Kłamca...
- Mhm, okej. - Gregor odetchnął z ulgą. I tak Ci nie wierzę..
- Byłaś u Michaela? Co u niego? - spytał. Nie kłam, że Cię to obchodzi.
- Byłam, ma się dobrze. Przepraszam Cię, ale muszę porozmawiać o czymś z Thomasem. - wstałam
i powiedziałam
- Jasne, alee.. poczekaj. Na prawdę, to nie była prawda, co Ci wczoraj powiedziałem. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i odeszłam do Thomasa. Razem z kolegami rozmawiał on o Michaelu, o jego stanie. Wkręciłam się w rozmowę, ale jedyne o czym myślałam, była jego historia.

Kilka minut później Alex powiedział, że musimy już się zbierać. Każdy wziął swoje bagaże i podeszliśmy do bramek na odprawę. Po 30 minutach było po wszystkim i siadaliśmy już na swoje miejsca w samolocie. Jak zwykle usiadłam jak najdalej od okna, koło Thomasa. Obok nas usiadła urocza staruszka.
Rozmawiałam z Thomasem, gdy podeszła do nas stewardessa. Piękna blondynka, długie nogi, po prostu widziałam jak Thomas pożerał wzrokiem jej ciało. Ona też chyba to zobaczyła, bo jej policzki momentalnie stały się ciemnoczerwone. Tylko Thomas niczego dziwnego nie zauważył. Stewardessa próbowała się uśmiechnąć ale niezbyt jej to wychodziło.
- Proo..oszę zapiąć paa..asy. - jąkała się wyraźnie
Zrobiłam to szybko i wiedziałam, że najgorsze się zbliża. Chwilę później blondynka odeszła od nas
i speszona poszła bardziej w przód samolotu. Pochyliłam się lekko do Thomasa i powiedziałam :
- Chyba Cię rozpoznała... - zobaczyłam jak odprowadzał ją wzrokiem, ale na to, co powiedziałam, zero reakcji
- Thomas... Chyba Cię rozpoznała. - nadal nic.
Po chwili usłyszałam tylko:
- Co?
Zaśmiałam się pod nosem i powiedziałam :
- Co w jest w jej nogach czego nie mam ja? - skrzyżowałam ręce na piersi i wydęłam lekko usta
- Bo tamte, to nie są nogi mojej siostry.
Popatrzyłam na niego i zobaczyłam, że mówi chyba poważnie.
- Dobra, nie ważne. Myślałam, że chociaż zaprzeczysz, że w niczym nie są lepsze, ale niech Ci będzie... - odwróciłam głowę od niego i momentalnie poczułam na ramieniu jego rękę
- Oj przepraszam, Nico. Przecież wiesz, że masz najbardziej zajebiste nogi pod słońcem, ale to są Twoje nogi, nogi mojej siostry. Ciebie nie mogę poderwać, a tą dziewczynę mogę. Przecież wiesz, że facetom staje mózg na widok takich nóg jakie masz na przykład Ty i ta stewardessa.
- No niech Ci będzie. Najlepiej to zagadaj do niej później, ale teraz to masz się zająć mną, bo zaraz startujemy.
- Oh, no tak. No, chodź mi tu. - powiedział i rozszerzył ramiona, pokazując żebym wtuliła się w niego.
Zrobiłam to szybko, położyłam głowę na jego tors, czułam jak szybko bije mu serce, jak oddycha. Już miałam zamknąć oczy, jak zobaczyłam, że staruszka siedząca obok, wyjęła z torebki okulary i szalik
z drutami. Ciekawe, jak to przemyciła przez bramkę. Popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i ja też to odwzajemniłam. Chwilę później zamknęłam oczy i zacisnęłam kciuki. Thomas siedział spokojnie, nie ruszał się, chociaż, że pewnie mocno go ściskałam.
Samolot ruszył, powoli wznosił się w powietrze, a ja siedziałam i ciągle w myślach powtarzałam : Nic się nie stanie, nic się nie stanie... 
Usłyszałam głos Thomasa :
- Już po wszystkim Nico.
Otworzyłam oczy, ta starsza pani nadal robiła na drutach. Nawet ona się nie boi, a ile lat ma. .
Oderwałam się od Thomasa i oparłam się o swoje siedzenie. W samolocie panowała miła cisza, my też się nie odzywaliśmy. Miałam czas, żeby wszystko przemyśleć.

Michael mnie kochał, mój przyjaciel. Gregor, przekupił go, a później doprowadził do tego wypadku, 
a ja głupia, nie złożyłam oskarżeń na niego. Przecież jeszcze na samym początku, on mnie nie cierpiał, kłóciliśmy się. Ciekawe, czemu tak nagle zmienił swoje zdanie o mnie. I jeszcze dziś mi zaprzeczał, że to co wczoraj powiedział, nie jest prawdą. A jeśli na prawdę nie jest? 
Poza tym, jutro się spotkam z Maćkiem, nareszcie. Zobaczę wreszcie, jaki jest na prawdę, a nie przez SMS. Gdybyśmy byli jeszcze w tym samym hotelu, byłoby jeszcze lepiej. Dobra, zobaczymy, jak będzie, tak będzie.

Z tych myśli wyrwał mnie kobiecy głos. Podniosłam oczy i zobaczyłam naszą kochaną stewardessę.
- Przepraszam, czy życzy sobie coś Państwo? - zapytała, a na jej policzkach pojawiły się małe wypieki
- Ja proszę tylko Twój numer. - usłyszałam i momentalnie zakrztusiłam się powietrzem, a staruszka zaśmiała się cicho
Blondynka zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, ale nadal stała przy nas. Po chwili uśmiechnęła się lekko
i odeszła bez słowa.
- Upsss, ktoś tu komuś dał kosza.
- Cicho bądź - odpowiedział i zaśmiał się
- Spróbuj jeszcze raz później, może zmieni zdanie.
Wyjęłam z torby aparat i zrobiłam dla Thomasa zdjęcie. Uroczo się uśmiechnął i później zabrał mi aparat. Chwilę później robiliśmy sobie ciągle zdjęcia. Nawet babcia się dołączyła.
Jakiś czas później, znowu podeszła do nas ta sama stewardessa. "Nasza" babcia zaśmiała się i dalej robiła szalik. Zaś blondynka powiedziała :
- Za chwilę samolot będzie lądował. Proszę zapiąć pasy.
Zrobiliśmy to, blondynka nadal stała w tym samym miejscu i Thomas postanowił spróbować jeszcze raz :
- Mogę chociaż wiedzieć jak masz na imię?
- Niech będzie. Jestem Claire. - powiedziała i wyciągnęła rękę do Thomasa
Ucieszył się bardzo i też podał :
- Thomas.
- Jestem jego siostrą, Nicole - powiedziałam i też podałam jej rękę
Po chwili Claire odeszła od nas, a ja wtuliłam się ponownie w Thomasa. Zamknęłam oczy i czekałam, aż lądowanie się skończy.
Wkrótce poczułam, że już koniec. Wstałam i wzięłam swoją torebkę. Wszyscy kierowaliśmy się do wyjścia. Już byłam prawie poza samolotem, gdy usłyszałam głos Thomiego :
- Proszę. - odwróciłam się i zobaczyłam Thomasa stojącego przed blondynką. W ręku trzymał swoją wizytówkę. - Jeśli chcesz i możesz, zadzwoń kiedyś do mnie... - powiedział i poszedł do mnie, uśmiechając się.
Jeszcze tylko odwróciliśmy się i pomachaliśmy jej i poszliśmy za całą grupą skoczków.

Po około godzinie byliśmy po wszystkim i czekaliśmy na bus, którym zajedziemy do hotelu. Po chwili zapakowaliśmy się wszyscy i pojechaliśmy.
Na miejscu byliśmy po 10 minutach, wzięliśmy swoje bagaże i Alex poszedł do recepcji. Rozdał nam klucze i poszliśmy szukać pokoi.
Po raz kolejny byłam sama w dwuosobowym pokoju, co mnie tylko cieszyło. Rozłożyłam swoje rzeczy
i poszłam na kolację. Chłopcy zachowywali się bardzo cicho, co nie było w ich stylu. Nie wiedziałam, co im się stało, próbowałam jakoś rozluźnić atmosferę, ale wszystko na nic.
Nikt się nie odezwał do końca kolacji, więc ja tylko na koniec powiedziałam, że czekam na każdego
z osobna, żeby przyszli do mnie na masaże.
Pierwszy przyszedł Thomas. Umyłam ręce, wyciągnęłam wszystkie kremy, żele i zaczęłam swoją pracę. Przy okazji, opowiedziałam mu, co mówił mi Michael, omówiliśmy to. Chciałam też dowiedzieć się, co się stało przy kolacji, ale od niego nie umiałam tego wyciągnąć.
Z resztą skoczków nie miałam tematów do rozmowy, próbowałam ich tylko trochę rozluźnić, rozmawialiśmy jedynie o służbowych sprawach.
Jako ostatni, przyszedł Gregor. Wchodząc, trzasnął drzwiami, że aż podskoczyłam.
- Mógłbyś z łaski swojej, zachowywać się ciszej? - spytałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej
- Nie. - odpowiedział, siadając na fotel.
Zignorowałam to i przeszłam do moich obowiązków. Czułam, że był spięty. Ale w miarę czasu, powoli się rozluźniał. Kątem oka, widziałam, jak uśmiechał się i obserwował każdy mój ruch.
- Gotowe. - powiedziałam, ciesząc się, że już koniec.
- Dziękuję, zrelaksowałem się.
Mówiąc to, pocałował mnie w policzek i później wyszedł.
Stałam przez jakiś czas w tej samej pozycji, patrząc ciągle w miejsce, gdzie niedawno stał.
W końcu się ruszyłam i pochowałam wszystkie rzeczy. Było już dosyć późno, więc postanowiłam pójść pod prysznic. Zamknęłam drzwi od pokoju i weszłam do łazienki. Pozbyłam się ubrań i weszłam pod wodę.
Przeszedł mnie dreszcz, bo woda była zimna, ale szybko zwiększyłam temperaturę.
Po piętnastu minutach byłam po wszystkim i siedziałam na łóżku w szlafroku, oglądając TV. Przerzucałam tylko kanały, bo po fińsku nic nie rozumiałam.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Ucieszyłam się, bo byłam pewna, że to Thomas czeka za drzwiami. Podeszłam i otworzyłam je.
Przede mną stał Maciek. Zaniemówiłam na chwilę, ale szybko odzyskałam zmysły i gestem pokazałam mu, żeby wszedł.
- Hej.
- Hej. Jak mnie znalazłeś?
- Szedłem korytarzem do Wiewióra i spotkałem Thomasa. Przywitaliśmy się, pogadaliśmy. Później powiedział mi, że Ty tez tu jesteś i w którym pokoju. Ogarnąłem się trochę i ta daam... oto jestem. - powiedział i pokazał rząd białych zębów w idealnym uśmiechu
Byłam szczęśliwa, bo mogłam wreszcie z nim normalnie porozmawiać, ale też zła na Thomasa, że tak łatwo mnie wydał.
Usiedliśmy na łóżku, a między nami zapadła niezręczna cisza. W końcu Maciek się odezwał :
- Cieszę się, że możemy w końcu porozmawiać.
- Ja też. Już ta "rozmowa" przez SMS była nudna, a na skype nam nie wyszło.
- Niestety, wiesz jak wygląda życie skoczka. Jak u Michaela?
- Poprawia się, ale raczej do skoków w tym sezonie nie wróci.
- W moim przypadku, zawaliłby mi się wtedy świat.
- Widzę tu ambitnego chłopaka.
- Może to zabrzmi głupio, niczego nie stawiam ponad skoki i rodzinę, dla mnie to najważniejsze. Ale Ciebie, chciałbym bliżej poznać.
Uśmiechnęłam się, a on uznał to jako odpowiedź. Po tym, nasza rozmowa rozwinęła się. Rozmawialiśmy nie tylko o skokach, ale też o sobie, swoich zainteresowaniach. Nie zauważyłam, jak godzina z dwudziestej pierwszej, przemieniła się w dwudziestą trzecią.
Mimo tego, jak bardzo interesująca była rozmowa, poczułam, że ogarnia mnie już senność. Ziewnęłam kilka razy, ale Maciek chyba tego nie zauważył. W końcu postanowiłam mu powiedzieć, że jestem już bardzo zmęczona i, że on też powinien już iść, żeby być wypoczętym jutro.
Zgodził się ze mną i wstał z łóżka, a za nim ja. Odprowadziłam go pod drzwi, a on przytulił mnie na pożegnanie. Był ode mnie wyższy o głowę. Wtuliłam się w zagłębienie w szyi i poczułam lekkie perfumy męskie. Starałam się zapamiętać ten zapach, w sumie sama nie wiem czemu.
W końcu oderwałam się od niego i uśmiechnęłam. Wyszedł i zamknęłam za nim drzwi. Rzuciłam się na łóżko i znalazłam telefon. Znalazłam numer Thomasa i napisałam tylko :
Dziękuję. :*
Leżąc, wspominałam jeszcze rozmowę. Czułam, że pasowalibyśmy do siebie, ale też czułam, że głupio się zakochałam i powoli się od niego uzależniam. Chwilę później, zasnęłam.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłam powoli oczy, na zegarku była dopiero ósma. Nie chciało mi się wstawać, ale musiałam, bo pukanie nie przestawało. Wstałam i podeszłam do drzwi, otworzyłam je.
- Witam. - powiedział Thomas
- Cześć.
- Co Ty taka? Nieprzespana noc? - spytał i poruszył znacząco brwiami
- Ajj weź! - już prawie miałam zamknąć drzwi przed jego nosem, ale zablokował nogą
- Toż żartuję słonko. - i wysłał mi buziaczka
Spróbowałam się uśmiechnąć, następnie odwróciłam się i poszłam do łóżka.
- Eeej, gdzie to się pani wybiera?
- Spać.
- Zaraz śniadanie
- Nie mam apetytu.
- Nie ma tak. Musisz mieć siły na dzisiejszą noc.
Popatrzyłam na niego i rzuciłam w niego poduszką, ale złapał ją.
- Dobra, to teraz, tak na serio, jak było? - usiadł koło mnie i zapytał
- Było... fajnie. Dużo rozmawialiśmy. A później się zmył.
- Nie musisz dziękować.
- Mimo to, dziękuję. - powiedziałam i pocałowałam lekko w policzek
Thomas uśmiechnął się i wstał.
- Ubieraj się, idziemy zjeść
- Będę gotowa za 15 minut.
- Dobra. - powiedział i wyszedł
Podeszłam do szafy i wybrałam ubrania. Następnie pociągnęłam lekko rzęsy tuszem i byłam gotowa.
Zeszłam na dół, gdzie wszyscy już byli. Wszyscy moi skoczkowie siedzieli przy jednym stoliku. Spojrzałam na Thomasa, który pokazywał mi ręką, żebym siadała koło niego. Jednak ja wolałam usiąść gdzie indziej, nie w tym tłumie. Wybrałam stolik pod oknem i tam usiadłam. Wybrałam jedzenie, a po chwili dosiadł się do mnie Thomas.
- Co Ty tak sama usiadłaś?
- Sama nie wiem, co mi jest. Ale wolę jakoś posiedzieć tylko z Tobą.
- Dobrze
Po chwili dostałam swoje jedzenie, a byłam bardzo głodna, więc szybko znikło. Na deser zamówiłam latte z bitą śmietaną. Rozmawialiśmy z Thomasem o konkursie, gdy do restauracji weszli inni skoczkowie. Wśród nich zobaczyłam bruneta. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, gdy skierował się w moją stronę. Każdy, i Polski, i Austrijacki skoczek to zauważył. Czułam, że policzki mi czerwienieją, na dodatek z stolika polskiego usłyszałam pogwizdywania i słowa, których nie rozumiałam.
Maciek mimo to podszedł do mnie, a ja wstałam i przytuliliśmy się. Później przywitał się z Thomasem i chwilę później rozmawialiśmy o wszystkim. Czułam się, jakbyśmy się znali od lat. Od czasu do czasu spoglądałam na nasz stolik, który spustoszał już trochę. Zostało tylko kilku skoczków, a wśród nich - Gregor. Patrzył się na stolik, przy którym siedziałam. Patrzył się na Maćka. Ze złością, nienawiścią. Widziałam w jego oczach gniew, przestraszyłam się. Chwilę później i on poszedł na górę. My też zaczęliśmy się już zbierać.
Idąc schodami, rozmawialiśmy jeszcze, czy konkurs się odbędzie, bo warunki są trudne. Później rozstaliśmy się i każdy poszedł do swojego pokoju.
Nudziło mi się. Nie, bardzo mi się nudziło.
Zadzwoniłam do Michaela, pozdrowiłam go od chłopaków. Powiedział, że w poniedziałek wypiszą go ze szpitala. Ale rozmowa nie kleiła się nam za bardzo. Dlatego po pięciu minutach, rozłączyliśmy się. A ja nadal się nudziłam.
Wyjrzałam za okno, wyjątkowo wyszło słońce. Szybko podbiegłam do szafy, zmieniłam rurki na legginsy, włożyłam buty do biegania i wzięłam słuchawki.
Wybiegłam z hotelu i mimo, że nie znałam Kuusamo, czułam że wiem dokąd mam biec.
Oddaliłam już się trochę od hotelu, wbiegłam już do czwartego parku. Miałam już zamiar biec z powrotem, gdy zaczął padać śnieg. Najpierw mały, jednak za każdą minutą stawał się gęściejszy. Dobiegając do hotelu było mi dostatecznie zimno i byłam cała biała.
Wbiegłam do pokoju, wzięłam rzeczy i szybko pod prysznic. Ustawiłam gorącą wodę i momentalnie zrobiło mi się cieplej.

Podchodząc do szafy, wybrałam ciepłe ubrania. Nie chcę się przeziębić.
Spojrzałam na zegarek, była już prawie dwunasta. Zaczęłam pakować rzeczy na kwalifikacje.

Zebraliśmy się wszyscy przy recepcji, obok nas stali Polacy. Maciek rozmawiał z kimś. Myślę, że to mógł być właśnie ten 'Wiewiór'. Ja zaś rozmawiałam z Thomasem. Po chwili pojawił się Alex. Spakowaliśmy się do busu i byliśmy w drodze. Usiadłam na samym tyle z Thomasem. Oparłam się o jego ramię i zamknęłam oczy. Relaksowałam się, a w busie było cicho, bo wszyscy próbowali się skupić na swoim zadaniu.

Byliśmy na miejscu po jakimś czasie. Na trybunach byli już kibice, ale to co teraz, nie równało się z tym, co się dzieje na konkursie.
Poszliśmy do swojego domku. Chłopcy zaczęli się rozgrzewać, a ja wyszłam na dwór. Niedługo za mną wyszedł Alex i stanął koło mnie.
- Jak myślisz, będą kwalifikacje? - zapytał
- Wiesz, myślę, że dziś ich nie będzie. Ale coś czuję, że ten konkurs w Kuusamo będzie dla nas szczęśliwy.
- Obyś miała rację
Później przeprosił mnie i poszedł załatwiać swoje sprawy.
Postanowiłam sfotografować chłopaków na rozgrzewce. Nie byli niczego świadomi, co mi tylko pomogło. Niestety, później poszli do domku, żeby się przebrać.
Poszłam na trybuny i czekałam na początek kwalifikacji. Choć szczerze wątpiłam, że się odbędą, bo wiatr wiał i padał mały śnieg. Gdy nadszedł czas początku, spiker powiadomił, że kwalifikacje zostały przełożone na 15 minut później. Kibice nie zrazili się tym, krzyczeli nawet jeszcze głośniej.
Po upływie tego czasu, powiadomiono nas, że jury podjęło decyzję przeniesienia kwalifikacji na jutro. Usłyszałam zawód w krzyku kibiców i sama też się trochę tak czułam.
Poszłam do chłopaków i pocieszałam ich. Jakiś czas później, jak wszyscy, opuściliśmy teren skoczni.

Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Po jakimś czasie otworzyłam laptopa i przeniosłam zdjęcia z aparatu. Zamówiłam sobie jeszcze herbatę z cytryną, żeby się nie rozchorować.

5 minut później przyszła moja herbata. A razem z nią bukiet czerwonych róż. Wielki bukiet. Chłopak powiedział, że dostał polecenie mi dostarczyć.
Podziękowałam ładnie i przeszukałam kwiaty w celu znalezienia jakiegoś liściku. W końcu go znalazłam i przeczytałam : Maciek
- Hmm. Mógł się bardziej wysilić. - powiedziałam do siebie (taak, nie ma to jak pogadać z kimś mądrym ;D )

Postawiłam kwiaty w wazon, na stolik i dalej obrabiałam zdjęcia.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Chwilę później, nie zdążyłam się jeszcze nawet podnieść, otworzyły się i stanął tam Maciek.
Uśmiechnęłam się i podziękowałam za róże.
- Nie ma za co. Ładne kwiaty dla ładnej kobiety.
- Oj już nie słodź tak.
Pogadaliśmy o nieodbytych kwalifikacjach i później zdecydowaliśmy, że obejrzymy jakiś film. Postawiliśmy na dobrą komedię.

Włączyłam film i położyłam się na łóżku, to samo zrobił Maciek. Po chwili poczułam, że przybliża się do mnie i rozstawia ramiona.
Zaryzykowałam i oparłam głowę o jego tors. Czułam jak oddycha i czułam znowu ten piękny zapach. On zaś jedną ręką objął mnie w ramiknach, drugą gładził moje włosy. Nakryliśmy się kocem.
Byłam bardziej skupiona na tym co on robi, niż na filmie. Ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz podobało mi się.

Gdy film się skończył, wyszłam jakoś z objęć Maćka, bo on nie chciał mnie wypuścić. Wyłączyłam laptopa i z powrotem wróciłam do naszej pozycji.
Przeleżeliśmy tak długi czas, rozmawiając o sobie, wyjawiając drobne tajemnice, żartując.

Nagle on zerwał się.
- O nie! Jak już późno! Łukasz mnie zabije!
Faktycznie, na zegarku była godzina 1:23
Wstał z łóżka, a za nim ja. Podszedł do drzwi.
- To cześć. - powiedział - Dziękuję. - przytulił mnie, później pocałował w policzek i czubek głowy
- Ja też dziękuję. Powodzenia jutro.
Wychodząc, wysłał mi jeszcze buziaczka. Złapałam i odwzajemniłam mu się. Chwilę późnij wyszedł.

Byłam wzniebowzięta.

--------------------------------------------
Przepraszam za duże opóźnienie. :c brak czasu
Pozdrawiam :*
Jak czytacie, proszę, zostawcie coś po sobie. Chcę wiedzieć ile osób czyta moje wypociny ;>

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział ósmy

Czułam, że robi mi się słabo. Usiadłam na trawie, Thomas trzymał mnie ciągle za rękę. Nie mówiliśmy nic. Byłam w totalnym szoku. Nie dałam rady spojrzeć za krzak, gdzie leżał Michael. Jednak wiedziałam, że muszę do niego podejść, coś zrobić. Miałam cichą nadzieję, że on jeszcze żyje, że da się go uratować.
Nie miałam sił płakać, byłam za mocno przerażona.
Po chwili udało mi się wstać i podeszłam do Mitchiego, a za mną Thomas. W jednej chwili w oczach pojawiły się łzy. Parę sekund później siedziałam cała zapłakana. Thomas odszedł od mnie i zadzwonił gdzieś. Po tym, co mówił, domyśliłam się, że dzwonił na pogotowie.
Podeszłam do Michaela bliżej, pochyliłam się nad nim. Przyłożyłam palec do jego szyi i raptem wszystko się we mnie ożywiło. Bowiem czułam puls. On żyje! Był lekko odczuwalny, ale pogotowie niedługo przyjedzie. Podeszłam do Thomasa, powiedziałam mu. Objęliśmy się i razem czekaliśmy na przyjazd pogotowia i policji.
Przez około 10 minut, które dla mnie trwały wieczność, stałam wtulona w Thomasa. Ciągle płakałam. Oni go niemal zabili. Przecież to cud, że on żyje. Ale ci faceci, nie pożyją już długo... Obiecuję to sobie i wszystkim. Nareszcie przyjechali. Nie byłam w stanie im nic powiedzieć, tylko zabrali go, a my wzięliśmy taxi. Byłam ciągle w osłupieniu.  Nie mogłam uwierzyć, że to się działo.
Jakiś czas później przyjechaliśmy pod same drzwi szpitala. Szybko pobiegliśmy gdzie skierowano nas w recepcji. Byłam nadal w szpilkach, więc zdjęłam je wbiegając po schodach. Przybiegliśmy pod samą salę operacyjną. Dopiero teraz mieliśmy czas, żeby usiąść i przemyśleć to. Thomas poszedł nam po kawę, a ja siedziałam sama, do czasu, aż nie przyszli jego rodzice.
- Co się stało z moim Mitchim? - zapytała zapłakana mama
Nie odpowiedziałam, pokazałam tylko coś, co mogło przypominać znak, że nie wiem. Musiało wyglądać to śmiesznie, ale nikomu do śmiechu nie było. Nie chciałam nikomu przeszkadzać, więc wstałam i podeszłam do wyjścia. Nagle jego mama poderwała się, podeszła  do mnie i mocno przytuliła. Wyszeptała "Dziękuję" i znowu zaczęła płakać. Chciałam ją pokrzepić, ale mi też się to nie udało. Odwróciłam się i poszłam do Thomasa.
Usiedliśmy trochę dalej od rodziców Michaela. Thomas objął mnie, a ja zaczęłam po raz kolejny dziś płakać.
- Heej, przestań. Przecież nic nie mogliśmy zrobić. Zabiliby Ciebie i co ja bym sam zrobił, co? Będzie dobrze przecież. - powiedział do mnie brat ocierając łzy z mojego policzka
- Boję się, Thomas - powiedziałam i jeszcze mocniej się rozpłakałam
To była nasza jedyna rozmowa przez cały czas. Wolałam milczeć i samej to przemyśleć, ale wiedziałam, że mam w nim wsparcie.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Podniosłam się i odebrałam. Rozmawiałam z mamą.
- Mamo... Jestem... Daj mi dokończyć i nie drzyj się... Jestem w szpitalu u Michaela... Później Ci powiem, co się stało... Nie martw się, proszę... Nie, mi nic się nie stało... Idź spać... Dobranoc...
Rozłączyłam się i wyłączyłam dźwięk.
Po jakiejś godzinie z sali wyszedł doktor. Szybko do niego wszyscy podbiegliśmy.
- Co z Michaelem, panie doktorze? - zapytała jego mama
- Hmm.. Jest słaby, ale stabilny. Ta doba będzie decydująca.
No tak, typowy tekst doktorów.. pomyślałam.
- Czy możemy się z nim zobaczyć? - zapytałam
- Nie, jeszcze nie. Najwyżej jutro koło południa. Teraz idźcie do domu, przespać się. Pan Michael będzie pod dobrą opieką, nie martwcie się.
Odeszłam z Thomasem, wziął mnie za rękę.
- Ja. Nigdzie. Nie. Idę. - powiedziałam
- No chooodź Nico! Nic to nie da, jak będziesz tu siedzieć.
Poddałam się, pożegnałam się z jego rodzicami i poszliśmy na dół.
W drzwiach spotkaliśmy Gregora. Chciał nas ominąć, ale zatorowałam mu drogę. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam z powrotem na dwór.
- Co Ty zrobiłeś?! Jak mogłeś?!
- Ale o co Ci chodzi?
- Przez Ciebie Michael prawie nie umarł!
- Co Ty wymyślasz?
- Teraz się nie tłumacz! Widzieliśmy wszystko!
- Nico, uspokój się. - wtrącił się Morgi
- Nie, zostaw mnie. Muszę. - odpowiedziałam mu
- Słuchaj Nico. Ja mu tylko chciałem pokazać, że nie warto ze mną zadzierać, a Ci ludzie co go prawie zabili, ja ich nie znam. - powiedział Gregor
- Nie wierzę Ci! - krzyknęłam
Gregor podszedł do mnie i pocałował mnie w usta. Był agresywny, ale nie próbowałam się nawet wyrywać. Po chwili oderwał się, odwrócił i poszedł do szpitala. Stałam przez jakiś czas nie mówiąc nic. Poczułam delikatny dotyk, odwróciłam się. To Thomas pokazywał, że chce już iść do domu. Poszliśmy.

Weszłam do domu i od razu poszłam pod prysznic. Starałam się o niczym nie myśleć. Zmyłam z siebie wszystko. Łącznie z myślami i wspomnieniami z nocy. Położyłam się do łóżka. Wzięłam telefon, żeby podłączyć do ładowania. Zobaczyłam trzy SMS

Co słychać? Mam już czas, chcesz to Skype?

Halo, jesteś?



Co jest? Zła jesteś na mnie, Nicole? Odpisz mi, jeśli zobaczysz te SMS. Martwię się.



Wszystkie były od Mańka. Na dodatek 2 nieodebrane połączenia. Od Gregora i znowu Maćka. Nie miałam sił, żeby jakkolwiek na to zareagować, więc odłożyłam telefon i poszłam spać.

Obudził mnie dzwonek telefonu. Umówiłam się z Thomasem, ściągnęłam się ledwo z łóżka i poszłam się ogarnąć. Po jakichś 30 minutach byłam gotowa. Czekałam tylko na brata. Czekałam, czekałam i się wreszcie doczekałam. Ale niestety, nie jego. Przed moim podwórkiem szedł Gregor, nie zdążyłam się schować niestety.
- O cześć. Idziesz do szpitala? - zapytał, ale nie odpowiedziałam mu. - Co Ty tak się chowasz? Nicole, halo, nie mam do Ciebie żadnego żalu, że mnie całowałaś!
- Co? Jak śmiesz? Ty nie masz do mnie żadnego żalu? Gregor! To Ty przyczyniłeś się temu wypadkowi! I Ty mi tu mówisz, że nie masz żalu do mnie? To ja go mam do Ciebie! Wykorzystałeś mnie, bezbronną kobietę! Przez Ciebie niemal zginął Michael! - odpowiedziałam mu, ale nadal nie mogłam uwierzyć, jak mocno Gregor jest w sobie zakochany. Narcyz.
Skoczek nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na mnie. Widziałam, że wahał się, czy ma iść sam, ale postanowił zostać. Po chwili, na szczęście, przyszedł Thomas.
- Sorki za spóźnienie, Nicole. - podszedł do mnie i pocałował w policzek
Gregora totalnie zignorował, nie zdziwiło mnie to za bardzo. Gregor też nic nie powiedział, zmierzył go tylko wzrokiem.
Po chwili ruszyliśmy. Przez całą drogę trwała cisza, ale nikogo nie krępowała. Nikt nie miał ochoty nic mówić, nie było żadnego wspólnego tematu na ten moment.
Przy szpitalu przyspieszyłam. Chciałam być tam pierwsza. Wbiegłam po schodkach i skierowałam się na OIOM. Leżał tam, a obok niego siedzieli jego rodzice. Usiadłam na krześle przy sali. Niedługo potem przyszedł Thomas, później Gregor. Usiedli koło mnie.
Czekaliśmy w spokoju, aż będziemy mogli do niego wejść. Usłyszałam czyjeś kroki, chwilę później zobaczyłam cały nasz team. Nie rozmawiali jak zawsze, nie śmieli się, to nie było w ich stylu. Popatrzyli na mnie pokrzepiająco i usiedli spokojnie. Następnie od Michaela wyszli jego rodzice. Podniosłam się, popatrzyłam na nich. Widziałam w ich oczach ulgę, małe szczęście. Podeszłam do nich, przytuliłam jego matkę. Gdy wchodziłam już do Mitchiego, zobaczyłam katem oka zbliżających się do nich policjantów. No tak, przesłuchania. - pomyślałam.
Od razu jak podeszłam do przyjaciela, łzy pojawiły mi się w oczach.
- Jezuu, Michael, tak bardzo się bałam o Ciebie! - przytuliłam go mocno i zaczęłam płakać
- Nie zostawiłbym Ciebie bez opieki, kochana. - otarł mi łzy i pokazał, żebym usiadła na krzesło
Zrobiłam to, ale ciągle trzymałam jego rękę. Nie mogłam mu pozwolić, żeby znowu mnie tak straszył.
Przez cały czas rozmawialiśmy o wszystkim, byle tylko nie o wypadku. Po dość długim czasie, wstałam i pożegnałam się z Michaelem. Zmierzałam już, żeby wyjść. W ostatniej chwili usłyszałam cichy głos z łóżka:
- Nicole, Ty widziałaś oczywiście kto to?
Pokiwałam głową, usłyszałam, że odetchnął z ulgą i wyszłam. Thomas się podniósł i podszedł do mnie:
- Przesłuchiwali mnie już. Zaraz będziesz Ty, jak zobaczą, że wyszłaś. - szepnął mi do ucha, uścisnął ramię i poszedł do Mitchiego.
Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do policjantki. Odeszłyśmy dalej. Powiedziałam jej wszystko, co widziałam. Chciałam ukarać jakoś tych facetów. Powiedziałam wszystko, oprócz tego, że Gregor najpierw pobił Michaela. I przyczynił się do prawie śmiertelnego wypadku.
Wyszłam ze szpitala, jeszcze tylko podeszłam do sali Michaela, ale nikogo tam już nie zastałam. Nastawiłam już się na samotne wracanie, ale przy wyjściu czekał na mnie wysoki blondyn. Jasne, Gregor. A czego ja się mogłam spodziewać?... Chciałam go ominąć, ale dosłownie stał mi na drodze:
- Powiedziałaś, że pobiłem go?
- Zostaw mnie. - chciałam go ominąć
- Stój. Powiedziałaś?
- Dowiesz się w swoim czasie. - powiedziałam i poszłam
Gregor stał w miejscu przez kilkanaście sekund, ale dogonił mnie i szedł w tym samym tempie.
- Jeśli powiedziałaś to...
- To co? Mnie też pobijesz?
Znowu nie odpowiedział, tylko szedł ze mną. W końcu doszliśmy do naszej ulicy, a rozmowa nie kleiła nam się w ogóle.
Pokiwałam mu głową na pożegnanie i weszłam do domu. Rozebrałam się i zjadłam obiad z rodzicami. Długo rozmawialiśmy na temat Michaela. Gdy temat się wyczerpał, wstałam i poszłam do pokoju swojego. Włączyłam laptopa. Nie weszłam na Skype, nie miałam ochoty nawet rozmawiać z Maćkiem. Włączyłam sobie film. Jak zwykle, dobry melodramat. Przyszykowałam sobie pudełko chusteczek i usłyszałam dźwięk SMS
Żyjesz tam?
Od Maćka, tak jak myślałam. 
Żyję, nic się nie stało wczoraj. Miałam strasznie ciężki dzień i nie, nie jestem na Ciebie w żaden sposób zła. Ale dziś też nie porozmawiamy, przepraszam.
Położyłam się, zaczęłam oglądać. Chwilę później zadzwonił do mnie Thomas:
- Cześć, cześć. - zaczął
- Cześć.
- Jak przesłuchanie?
- Powiedziałam wszystko, muszą znaleźć tych facetów. Jeśli nie, to sama ich znajdę, mam nadzieję, że mi pomożesz?
- Jasne. Też im powiedziałem wszystko, co widziałem. Oprócz jednego...
- ...Że Gregor go pobił? Ja też nie. Nie umiałam, w końcu to mój kolega.
- Mój przyjaciel, nie miałem sumienia.
- No widzisz, a ja wracałam z nim do domu. I pytał mnie czy oskarżyłam jego.
- Będzie musiał nam się jakoś odwdzięczyć. Dobrze, ja kończę już. Miłego wieczorku Nicole.
- Do jutra
Rozłączyłam się i czekał na mnie SMS od 'Skarba'
Co się stało Nicole? Gdzie Twoja radość?
Nie odpisywałam mu przez jakiś czas. Musiałam się zastanowić, czy mogę mu zaufać i napisać o zaistniałej sytuacji, czy nie. Wzięłam telefon i napisałam szybko, żeby nie zmienić decyzji w ostatniej chwili.
Michael, mój przyjaciel, miał wypadek. Ciężki wypadek. Niemal śmiertelny. Więc już wiesz, czemu.
Powróciłam do filmu, ale musiałam włączyć go od początku, bo oczywiście, nic nie rozumiałam. Obejrzałam już jakieś 30 minut filmu, gdy telefon znowu dał o sobie znać. A razem z nim, Maciek.
Ten Michael? :o Mogę Ci jakoś pomóc?
Odpisałam od razu:
Nie, nie da się. Jak na razie pomaga mi dobry dramat.
A film leciał.. Trudno, oglądałam dalej. W końcu doszło do mojej ulubionej sceny, zaczęło się dziać. A ja zaczęłam płakać. Wszystko już się rozwijało, gdy Maciek napisał
O, widzisz, też lubię takie filmy. Kiedyś może będziemy je oglądać razem. Dobranoc.
Przeczytałam to i pomyślałam tylko, że nie muszę odpisywać mu. Zagłębiłam się dalej w film, kompletnie nie zareagowałam na jego wyrażenie - KIEDYŚ może będziemy je oglądać RAZEM.
Film wywołał w mnie odpowiednie emocje. Płakałam, jak nigdy. I przyznam, pomogło mi to.
Zebrałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Tym razem wzięłam długą kąpiel w wannie. Chciałam się zrelaksować, więc włączyłam sobie ulubioną muzykę. Czas leciał szybko, tak samo szybko, jak spadała temperatura wody. Zrobiło mi się zimno, więc szybko zmyłam pianę z włosów i wyszłam z wanny. Otuliłam się ciepłym ręcznikiem, później włożyłam szlafrok. Było jeszcze wcześnie, ale byłam bardzo zmęczona. Poszłam spać.

Obudziłam się późno, zdecydowanie za późno. A u mnie nie jest to częsty przypadek. Szybko zjadłam śniadanie, ubrałam się w dresy i wybiegłam na dwór. Jeszcze tylko wróciłam się do pokoju po karty skoczków, bo od razu ze szpitala, miałam biec do Michaela. Zrobiłam mini rozgrzewkę i pobiegłam do szpitala. Ominęły mnie korki, gdybym jechała autobusem. A za to dostałam dużo spojrzeń kierowanych na mnie przez płeć przeciwną. Po około 15 minutach byłam na miejscu, jeszcze tylko zabiegłam do łazienki. Opanowałam się, uspokoiłam oddech.
Poszłam do Michaela, nie było u niego nikogo. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy, jak zwykle. Chwilę później przyszedł doktor. Pokazałam dla Michaela, że za chwilę wrócę i poszłam za doktorem.
- Przepraszam, i co z Michaelem?
- Jest w dobrym stanie. Wyjęliśmy kulę. Ma szczęście, że się nie wykrwawił, że kula nie zaszła za daleko, że karetka przyjechała szybko.
- Uff... Na szczęście. Dziękuję bardzo. A kiedy będzie mógł wyjść już z szpitala?
- To nie mi należą się podziękowania. To chyba Ty i Twój kolega, zadzwoniliście szybko po karetkę? I to Wy widzieliście wszystko? A co do wypisu... To myślę, że już pod koniec tygodnia będzie mógł wyjść. Ale, niestety, skakać to już w tym sezonie raczej nie będzie mógł. Chyba, że polepszy mu się, będzie dobrze w rehabilitacji, wszystko dobrze się zrośnie.
- Dziękuję.
Wróciłam do Michaela, powiedziałam mu, że przy końcu tygodnia, będzie już w domu. Ale nie powiedziałam, że do skoków pewnie nie wróci już w tym sezonie. Nie miałam serca, żeby mu powiedzieć. Widziałam jak się cieszy, że niedługo będzie w domu.
Jakiś czas później, pożegnałam się z nim i wybiegłam z szpitala. Teraz czekała mnie dłuższa trasa. Ale cieszyłam się, bo wreszcie nastały dobre wiadomości.
Na trening przybiegłam na czas, a już myślałam, że się spóźnię. W sali byli wszyscy. Powiedziałam im o losach naszego Michaela i przeszliśmy do krótkiego treningu. Dosłownie krótkiego, bo trwał 30 minut. Od razu po nim poszliśmy wszyscy do sauny. Było przyjemnie ciepło. Ale nikt nadal się nie odzywał. Ja też nie miałam zamiaru tego zaprzestać.
Do domu wracałam jak zwykle z Gregorem.
- Dziękuję, że nic nie powiedziałaś
- Nie ma za co. Nie umiałam
- Przepraszam Cię, mam nadzieję, że mi wybaczysz, to co zrobiłem.
- Może kiedyś przyjdzie taki czas.
- Nicole, proszę, nie skreślaj mnie.
- ...
- Bo.. Bo ja.. Bo ja na prawdę Cię kocham. I wiem, że Ty mnie nie, ale nie zamierzam rezygnować, przykro mi. Jeśli będzie trzeba, poradzę sobie i z Tobą i z tym Polaczkiem, tym Maćkiem.
- Miło wiedzieć o Twoich zamiarach. Tylko go nie pobij. Dobranoc.
Wyprzedziłam go i weszłam do domu. Nie miałam sił, żeby się z nim pożegnać, ani spojrzeć w twarz.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, za taki krótki rozdział :( Powodzeniaa :* Miłej majówki :)
I proszę, po przeczytaniu, zostaw komentarz, nawet ten negatywny. Daje to takiego kopa, nawet sobie tego pewnie nie wyobrażacie. Więc :
CZYTASZ = ZOSTAW KOMENTARZ PO SOBIE

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział siódmy

W domu było ciemno w każdym pomieszczeniu. Jakoś nie pomyślałam wcześniej, że jest już tak późno. Wchodząc, weszłam oczywiście w walizkę, którą wcześniej ja sama tam postawiłam. I oczywiście zrobiła wielki hałas. Szybko ustawiłam wszystko co upadło. Na górze zapaliło się światło, ale nie zwróciłam na to zbytnio uwagi. W głowie miałam całkowicie co innego. Raz pojawiała się myśl o sytuacji z Gregorem, o jego pożegnaniu, robieniu zdjęć dla mnie. To mnie przygnębiało, byłam zagubiona, zdziwiona. Z drugiej strony jednak byłam bardzo podniecona rozmową, która czeka na mnie za chwilę. Wolałam myśleć o tym drugim, dlatego siedziałam w kuchni i cieszyłam się sama do siebie. Chciałam zjeść płatki, bo po basenie, to głodna byłam. Ale niestety, nie mogłam usiedzieć w miejscu, więc ich nie zjadłam. Usiadłam spokojnie na fotelu i próbowałam się uspokoić przed rozmową. Przesiedziałam tak z dziesięć minut. W końcu wstałam i poszłam na górę. Usiadłam na łóżku. Boję się. Boję się, że nie spodobam mu się wystarczająco, żeby chciał się ze mną zadawać bardziej. - martwiło mnie to. - Dobra, trzeba pójść się umyć. 
Wstałam z łóżka, wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Miałam dość dużo czasu, bo Polak pisał mi, że pogadamy późno w nocy. Rozebrałam się i weszłam pod gorącą wodę. Chciałam się zrelaksować, ale na stojąco niezbyt to się udaje.
Mam nadzieję, że będziemy mieli o czym gadać. Ehh.. Czemu to wszystko jest takie trudne? Mogłam normalnie, po ludzku do niego zagadać na konkursie, a nie, teraz robię z siebie jakąś idiotkę. A jeśli on się tylko ze mnie nabija? Jeśli mu wcale o nic nie chodzi? I to tylko jakaś zabawa?
Oderwałam się od tych myśli, gdy nalałam sobie wodę w oczy. Później już tylko myślałam o pracy i innych przyjemnościach. Po dziesięciu minutach siedziałam pod ciepłą kołdrą trzymając na kolanach laptopa.
Zalogowałam się na Skype, włączyłam muzykę. Pod jej wpływem wyraźnie się uspokoiłam.
Jeszcze tylko nazwa. Sięgnęłam na stolik nocny po telefon. Ale go tam nie znalazłam. Przeszukałam kieszenie, łóżko. Cholera, gdzie jest ten telefon?! Wstałam z pościeli, poszłam do łazienki. Nie ma go nigdzie! Zbiegłam cicho na dół, do kuchni. Tak, leży na stole.. Brawo. Uspokoiłam oddech i poszłam na górę.
Odblokowałam telefon. Czekała na mnie wiadomość. Oczywiście do niego
Hej, przepraszam Cię mocno, ale nie mogę dziś pogadać. Jestem zmęczony.
Usiadłam na łóżku. Zrezygnowana. No tak, czego ja, idiotka, się spodziewałam? Za dużo se ponaobiecywałam, napaliłam się za mocno. Wyłączyłam laptopa, lampkę. Położyłam się. Wreszcie miałam czas, żeby o wszystkim pomyśleć. Hmm... Nie rozumiem, o co chodzi dla Gregora. Wcześniej nie cierpiał mnie, wielka u niego przemiana nastąpiła. Jest miły, przytula mnie często, całuje. Na szczęście w policzek tylko.. Mam nadzieję, że się nie zakochał, biedny Gregorek. Bo niestety, ale musiałabym go zawieść. Ciekawe, jaki jest Maciek. Jaki ma charakter. Wyraźnie się mi podoba, gdyby tak nie było, nie zachowywałabym się tak. Ale ta wpadka z tapetą.. Jego mina, bezcenna. Zaśmiałam się cicho. Nie mogłam już myśleć. Wstałam, podeszłam do okna. Czegoś mi się chciało. Zeszłam na dół, zajrzałam do lodówki. Na półce leżało czerwone wino. Tak, tego potrzebuję. Wzięłam z szafki lampkę i otworzyłam trunek. Nalałam sobie do pełna, chciałam odstawić do lodówki. Albo nie, spróbuję na bogato. Wzięłam całą butelkę i weszłam na górę. Usiadłam na łóżku i wypiłam zaraz jeden kieliszek. Tego mi wyraźnie brakowało. 
Po dwudziestu minutach odstawiłam na podłogę kieliszek i prawie pustą butelkę. Byłam już tak bardzo pod wpływem alkoholu, że od razu poszłam spać.

W tym samym momencie, kilkaset metrów dalej od Nicole, w domu Gregora.
Położył się na posłane łóżko. Nie miał zamiaru spać, bo był jeszcze w jeansach. Przypomniał se sytuację sprzed ostatniej chwili. Jej piękny zapach włosów. Piękna twarz. Mała, zagubiona Nicole. Bardzo zakompleksiona, a przecież taka piękna. Niska, delikatna. Idealna. Nie myślał już o Sandrze. To była przeszłość. Jego przyszłością jest Nicole. Zawalczę o nią. I Maciek mi w tym nie przeszkodzi. A jak będzie trzeba, to zobaczy gniew Austrijaka.
Chwilę później zasnął.

Szłam sama. Wokół było bardzo ciemno, żadna latarnia się nie świeciła. Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Przyspieszyłam, bo od dziecka panicznie bałam się ciemności. Wyczułam, że ten ktoś biegnie. Usłyszałam ciężki oddech i w tym samym momencie zatrzymałam się. Odwróciłam się w stronę dźwięku, ale nie widziałam nic. Miałam urywany oddech, serce niemal wyrywało się z klatki piersiowej. Bałam się, ale patrzyłam na wysokość, gdzie przypuszczałam, że może być twarz. Wydawało mi się, że trwa to całe wieki. W myślach rozważałam, czy lepiej uciec, czy stać i czekać na jakiś ruch. W dokładnie tym samym momencie osoba schyliła się. Zobaczyłam jej oczy. Był to mężczyzna. Zaraz, skądś znam ten wzrok. Jednak w tym momencie nie byłam w stanie, żeby sobie przypomnieć. Ba, żeby w ogóle o tym myśleć. Skupiłam się tylko na zamiarach tego kogoś. Chwilę później stałam w ramionach mężczyzny. Silnych ramionach. Nie miałam sił, żeby się wyrwać. Usłyszałam przerywany świst mężczyzny, gdy się ze mną siłował. Był wiele wyższy. Po chwili dostał mi się do ust. Dotknął swoimi miękkimi wargami moich, wystraszonych. Przez chwilę opierałam się, ale później poczułam, że tego chcę. Całowaliśmy się po całej twarzy. Przez chwilę pomyślałam sobie, że jestem puszczalska, że całuję się z nieznajomym. Ale w głębi siebie czułam, że go znam. Czułam, że jest mi to potrzebne. Byłam cała czerwona, zgrzana. On też. Mieliśmy urywane oddechy.
- Zostań. Przy. Mnie. Na. Zawsze. - powiedział wyraźnie między pocałunkami
Spięłam się, był to głos Gregora. Chciałam się wyrwać, nie wiem sama czemu. Po chwili on sam odsunął się od mnie.
- Co się stało? - zapytał
- Nic. 
- Przecież mnie kochasz
Gdy to usłyszałam, nie wytrzymałam. Pobiegłam przed siebie, a w oczach miałam łzy. Nie słyszałam, żeby za mną gonił. Stanęłam.

Obudziłam się. Było już całkiem jasno. Ale nie w mojej głowie. Bolała mnie bardzo. Zeszłam na dół. Było pusto. Wypiłam szklankę wody. Poczułam się trochę lepiej, ale brakowało mi ruchu. Wbiegłam na górę, po dwa schodki i przebrałam się. Nałożyłam czarne legginsy, top i bluzę i już byłam gotowa do biegu. Rozgrzałam się przed domem i wybiegłam z podwórka. Oczywiście, a jakże inaczej, biegł za mną Gregor. Wywróciłam oczami, jakos nie chciałam z nim spędzić najbliższej godziny. Podbiegłam szybciej z nadzieją, że nie zobaczył mnie, ale poza moim oddechem usłyszałam jego krzyk:
- Niiiiicooo! Czekaaaaaaj!
Musiałam zwolnić. Nie chciałam wyjść na idiotkę.
- Gdzie tak pędzisz? - mówiąc to, widziałam jak pożerał moje ciało wzrokiem
- Lubię biegać, nie obiecuję, że będziesz za mną nadążał - odpowiedziałam i zaczęłam biec
Skoczek podbiegł do mnie i biegliśmy na równym tępie. Trochę rozmawialiśmy. Ale nie była to normalna rozmowa. Nie czułam się z nim dobrze, ale coś mnie do niego ciągnęło jednak.
Po godzinie przybiegłam zziajana do domu. Na szczęście obeszło sie bez żadnych czułości na pożegnanie. I dobrze, bo cała się kleję... 
Wbiegłam do przedpokoju, przeszłam szybko koło kuchni mówiąc tylko ciche "cześć" do rodziców. Wbiegłam na górę i poszłam pod prysznic. Leciała ciepła woda, a ja sie delektowałam tą przyjemną chwilą. Nie byłam nawet zmęczona biegiem, czułam się przeszczęśliwa.
Wyszłam z brodzika. Otuliłam się ciepłym ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Na ekranie pojawiło się zdjęcie i podpis: Thomas. Ucieszyłam się i odebrałam
- No cześć braciszku... Nie, nic nie mam zaplanowanego na wieczór... A wy możecie?... Oczywiście bez żadnego alkoholu?... To ja się oczywiście piszę, dawno nie byłam na żadnej dyskotece... Przed 20 koło mnie? Dobra... Do zobaczenia Thomas...
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon. Cieszyłam się bardzo tą niespodziewaną imprezą. Jak ja dawno się nie bawiłam! Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam czarną ołówkową spódnicę i przyłożyłam do siebie. Do tego dołączyłam jedwabną koszulę.
- Niee, za poważnie. Jak szaleć, to szaleć. - powiedziałam do siebie i schowałam ubrania
Teraz wyjęłam krótką obcisłą sukienkę. Była czarna, bez ramiączek. Do tego wzięłam lekki sweterek. Odłożyłam ubrania i zeszłam na dół.
- Idę na dyskotekę dziś - powiedziałam rodzicom i wlałam sobie wody do szklanki
Mimo biegania kac jeszcze nie minął.. A myślałam, że kac jest tylko dla facetów. Żałosne, samej się tak napić, żeby następnego dnia zdychać. - pomyślałam i obiecałam sobie, że już nigdy się tak nie upiję
Rodzice cieszyli się, że wreszcie się wyrwę. Spojrzałam na zegarek. Dopiero piętnasta. Jeszcze dużo czasu.
Poszłam na górę, wzięłam laptopa. Zalogowałam się na Skype, miałam cichą nadzieję, że Maciek będzie. Ale nie było go.
Otworzyłam więc folder ze zdjęciami z skoków. Obrobiłam kilka i wydrukowałam lepsze. Powiesiłam je od razu. Koło łóżka. To doskonałe miejsce, zawsze będę ich widzieć. Oczywiście były to zdjęcia Polaka, ale też moje z kolegami z teamu i samojebki z samolotu. Tak minęło mi dwie godziny.
Zaszłam do łazienki, musiałam umyć włosy. Wysuszyłam je i lekko potraktowałam prostownicą. Podeszłam bliżej do lustra. Nałożyłam warstwę podkładu. Powiększyłam oko, rysując kreske na górnej powiece i maznęłam dwa razy rzęsy. Na policzki nałożyłam trochę różu.
Teraz ubieranie, przeszłam do pokoju. Nałożyłam czarną bieliznę, komplet. Miała leciutką koronkę, ale dobrze sie w niej czułam. Nałożyłam rajstopy beżowe i przyszykowane ubranie. Na koniec wyjęłam z szafy śliczne szpilki. Były już lekko znoszone, ale żeby przeżyć całą noc, musiały być wygodne.
Przeraziłam się, bo spędziłam na tym ponad dwie godziny. Zeszłam na dół i włożyłam kurtkę. Pomachałam rodzicom na pożegnanie, ale jeszcze podeszłam do lustra. Pomalowałam usta czerwoną szminką. Wyszłam na dwór. Na szczęście nie musiałam marznąć bo przed domem byli już wszyscy. Poczułam, że każdy mi się przygląda, poczerwieniałam cała. Pierwszy odezwał się Thomas, a wszyscy chyba osłupieli z wrażenia:
- Fiu, fiuu. Nicoo. Ale żeś się odpieprzyła.
Popatrzyłam na niego i uderzyłam go w ramię. Momentalnie zamilkł.Podeszłam do Michaela i przywitałam się z nim:
- Hej, Michael, jak dawno się nie widzieliśmy - powiedziałam i przytuliłam się do niego
- Cześć Nicole, przepraszam, ale miałem małe kłopoty. Ale już wszystko okej. - powiedział, szczególnie szybko to drugie zdanie, wyprzedzając moje pytanie.
Uśmiechnął się do mnie i przyciągnął do siebie. Przez chwilę szliśmy objęci, a czułam że jesteśmy obserwowani.
Gdy już mnie puścił, odwróciłam się. Za nami szedł Gregor. W ręku trzymał aparat. Wywróciłam oczami, ale powstrzymałam się i nic nie powiedziałam. Chwilę później biegaliśmy, krzyczeliśmy, ganialiśmy się. Jednym słowem, zachowywalismy się wszyscy jak dzieci. W pewnej chwili poczułam, że ktoś mnie łapie i podnosi. Robi to z łatwością i zawiesza mnie sobie na ramieniu. Czuję mocne ramiona i męskie perfumy. Raptem na moich pośladkach czuję rękę. Słyszę głos, to Michael. Wiem, że mam krótką sukienkę, ale i tak kopię go lekko, żeby mnie puścił. Przed sobą widzę zaś Gregora. I oczywiście robi zdjęcia. Robi nam zdjęcia. Na jego twarzy widać skupienie ale i rozbawienie całą tą sytuacją. Wreszcie Miachael mnie puszcza. Jesteśmy już przy klubie.
Wchodzimy do niego niemal niezauważeni. Nikt nie rozpoznaje skoczków, na szczęście. Podchodzimy od razu do baru. Każdy zamówił sobie napój, ale o alkoholu nie było mowy w trakcie sezonu. Chłopcy szybko się rozkręcili, po chwili wyrywali mnie na parkiet. Pierwszy taniec był z Thomasem. Doskonale znałam jego styl, jego poczucie rytmu. Przecież nie pierwszy już raz tańczymy ze sobą. Piosenka była szybka, ale Thomi jeszcze bardziej nakręcał tempo. Po ostatnich nutach byłam wykończona, od razu wypiłam całą swoją wodę. Kilka następnych piosenek przesiedziałam. Chłopcy gdzies wyparowali, został tylko Michael. Siedziliśmy więc przy barze i rozmawialiśmy. Rozśmieszał mnie. Po kilku przegadanych piosenkach, zaprosił mnie do tańca. Poszliśmy na parkiet przygotowani na szybko kawałek. Ale DJ postawił na wolną piosenkę. Nie było odwrotu, stałam wtulona w Michaela. Poruszalismy się lekko, Mitchi też doskonale czuł się w tańcu. I prawdę mówiąc, czułam się dobrze w jego ramionach. Szeptał mi coś do ucha. Na koniec, chyba za bardzo wczuł się w swoją rolę. Pochylił się i pocałował mnie w usta. Odwzajemniłam pocałunek, ale zdecydowanie posunął się za daleko. Usiadłam przy barze, tym razem dalej od Michaela. Zobaczyłam, że przygląda mi się Gregor. Usmiechnęłam się do niego, ale on odwrócił szybko wzrok. Teraz patrzył na Michaela. Jego twarz nic nie okazywała. Do nastepnego tańca wziął mnie znou Thomas. Był to spokojny kawałek. Tańczyliśmy, ale Thomas patrzył na mnie smutno. Ja byłam nieobecna. Czemu on mnie pocałował? Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przynajmniej według mnie. Myślałam o tym cały czas. Thomas grzecznie mi podziękował i poszliśmy na swoje miejsce. Zobaczyłam, że nie ma tam Gregora i Michaela. Pewnie gdzies poszli. - pomyślałam. Rozmawiałam trochę z Morgim, ale ciągle myślałam o tym, gdzie oni są. W końcu poszliśmy ich poszukać. Przeszliśmy cały klub. Nie było ich nigdzie. Nagle poczułam, że jest mi gorąco. Wyszliśmy na dwór. Odetchnęłam zimnym powietrzem i później usłyszałam głos Gregora. Mówił coś o tańcu.
Pobiegliśmy szybko w miejsce, skąd dochodził głos. W parku stał Gregor i Michael. Słyszeliśmy, że Gregor coś krzyczy, więc schowaliśmy się za krzak. Serce biło mi mocno, ale usłyszałam co Gregor krzyczy do Michaela:
- Tak Ci się ona kurwa nie podoba, tak?! - krzyknął i uderzył Michela w twarz.
Krzyknęłam cicho, byłam przerażona.
- Mówiłeś, że jesteście przyjaciółmi! Mówiłeś, że nic do niej nie czujesz! - krzyknął i popchnął go na drzewo.
- Mówiłem i tak jest!
- To czemu ją całujesz?!
- Bo mogę! Co? Zazdrościsz mi tylko?
- Niczego Ci nie zazdroszczę! Jestem sto razy lepszy od Ciebie. Uświadom to sobie!
- Nie masz niczego lepszego od mnie. Nie zasługujesz na nią, tyle. - powiedział Michael spokojnie
- Zasługuje na nią bardziej niż Ty. Jeszcze pożałujesz tego "przyjacielu"! - powiedział i pchnął go mocno na ziemię.
Uderzył kilka razy w twarz, aż z nosa polała się krew. Kopnął kilka razy w nogi i brzuch. Następnie rozejrzał się czy nikt tego nie widział. Chwilę później, odszedł szybko.
Thomas objął mnie ramieniem. Nie wiedziałam co robić. Byłam przerażona. Już wstałam, żeby podejść do Michaela, pomóc mu, ale Morgi powstrzymał mnie. Słyszałam jego jęki i krzyki ale słyszałam też zbliżające się głosy. Męskie głosy. Szli tutaj. Usłyszałam fragmenty ich rozmów.
- Nie oddał mi długu...
- Na dodatek podstawia się do niezłej laski. Ale jest ona dziewczyną Gregora.
Zamarłam słuchając tego. Bałam się. Tak bardzo się bałam.
Zbliżyli się powoli do leżącego Michaela.
- Oh, a kogo my tu mamy? - zapytał jeden z nich
Michael poznał ich, ale nie odzywał się.
- Kopę lat kolego! A gdzie moje pieniądze? - zapytał się i kopnął w nogę
- Czemu się nie odzywasz? Minęła odwaga, którą miałeś jak nie leżałeś na ziemi? - odezwał się kolejny koleś
- Mówiliśmy Ci, że nie warto z nami zaczynać.
- Dobra, sprawa jest prosta. Masz te pieniądze czy nie? - zapytał znowu ten pierwszy
Michael nie odzywał się.
- No masz czy nie?!
Leżący zaprzeczył lekko głową. On też się bał, bardziej niż ja.
Zobaczyłam, że najgrubszy z nich wyjął coś z kieszeni. Modliłam się, żeby nie było to, to co myślę. Podał to dla tego, co pytał Michaela o kasę. Usłyszałam krzyk Michela z prośbą, żeby poczekał. Ale było za późno. Chwilę później usłyszałam huk. Następnie cisza. Nie mówiłam nic. Ale wiedziałam jedno. Oni go zabili.