Austriacy

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział dziesiąty

Obudziłam się wcześnie rano, co u mnie było nowością, w mniej więcej wolny dzień. Powoli otwierałam oczy i tak samo powoli docierało do mnie, że jest jeszcze dość wcześnie. Przeciągnęłam się szeroko i ziewnęłam długo. Dopiero wtedy zobaczyłam, że słońce dopiero niedawno wzeszło. Położyłam się gwałtownie z powrotem na łóżko, ale o ponownym zaśnięciu nie mogłam nawet pomarzyć. Spojrzałam na zegarek, była jeszcze cisza nocna. Nie myślałam jeszcze za bardzo, ale postanowiłam, że zrobię teraz krótką gimnastykę poranną. Zabrałam się za ćwiczenia i powoli, nie szarpiąc, rozciągałam całe ciało. Pościeliłam łóźko, wzięłam ręcznik i wbiegłam pod prysznic. Ustawiłam przyjemną temperaturę wody i korzystałam z chwili spokoju przed długim dniem. Od razu do głowy przyszły mi wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Na karku poczułam, jak przebiegł mnie miły dreszcz, a policzki powoli stały się czerwieńsze. Po chwili opanowałam się, a dalsza część prysznicu, była już spokojna.
Wyszłam z łazienki, ubrałam się w ciuchy do biegania i wyszłam z pokoju, bo cisza nocna już się skończyła. Mimo to, wydawało mi się, że jestem w hotelu jako jedyna na nogach. Zbiegłam schodami na sam dół i opuściłam hol. Momentalnie poczułam chłód, wiał zimny wiatr. Zrobiłam kilka ćwiczeń, żeby się rozgrzać i nie zmarznąć. Kilka minut później włożyłam do uszu słuchawki, włączyłam muzykę i zaczęłam biec. Powoli całe moje ciało robiło się gorące, oddech stawał się coraz cięższy. Usłyszałam nawoływanie. To pewnie w piosence. Chwilę później znowu usłyszałam, tym razem swoje imię. Odwróciłam się, za mną biegł Gregor. Od samego początku dnia miałam dobry humor, więc potruchtałam w miejscu i poczekałam na kolegę z ekipy. Wyłączyłam muzykę, a on dogonił mnie. Jakiś czas później dobiegliśmy do parku. Oboje mieliśmy już niezłą zadyszkę, więc stanęliśmy przy drzewie i uspokoiliśmy oddech. Usiadłam na ławce, za mną zrobił to Gregor, ale daleko odemnie. Popatrzyłam na niego i się uśmiechnęłam, a on przysiadł bliżej.
- Nicole, przepraszam. - powiedział i założył mi kosmyk włosów za ucho
Opuściłam wzrok i zaczęłam bawić się paznokciami. Ale mimo to, nie straciłam przez to dobrego humoru.
- Bo wiesz... - ciągnął dalej. - Ja nie wiedziałem, że przez to może zginąć. Poniosło mnie. Mogę Ci nawet opowiedzieć, czemu to zrobiłem. - tłumaczył się
- Ciii... - przyłożyłam palec do ust. - Ja wiem o wszystkim Gregor. - Pewnie kiedyś tego pożałuję, ale co mi tam. - Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. Było, minęło. Teraz cieszmy się, że Michael niedługo wyjdzie z szpitala, że wszystko z nim dobrze.
Mówiąc to, widziałam jak na ustach Gregora pojawiał się szeroki uśmiech. Następnie objął mnie w talii i mocno przytulił. Poczułam jego zapach, zmieszany z lekkim potem. Mimo to, nie wyrywałam się.
- Ale też przepraszam za tą całą trudną historię, którą Ci pewnie Michael opowiedział. - powiedział i puścił mnie
- Przemyślałam ją spokojnie i aż taka trudna nie jest.
- Dziękuję. - powiedział i pocałował mnie w usta. - Za to, że nie oskarżyłaś mnie o nic na policji.
Zrobiłam się cała czerwona, przez to, co zaszło między mną a Gregorem. Ledwo mogłam na niego spojrzeć, a żeby coś powiedzieć, to było jeszcze ciężej. Po krótkiej ciszy, wreszcie powiedziałam :
- W głębi siebie czułam, że muszę to zrobić. - wstałam. - No, chodź, bo zaraz zamarzniemy na tej ławce i będą nas szukać.
Gregor wstał, cały usmiechnięty i pobiegliśmy do hotelu.

W tym samym czasie, oczami, a raczej myślami innego biegacza :
Przybiegła z nim tu, tak po prostu. A jak ja ją wołałem, to co? Nie usłyszała pewnie. A teraz przez to biega sobie z tym Austrijakiem. I pomyśleć, że mógłbym być na jego miejscu. Gdyby tylko mnie usłyszała. Pewnie biegam szybciej od niego, miałaby konkurencję ze mną. Ale nie, wolała usłyszeć Gregora... Ale ciężko oddychają, nawet ja się mniej zmęczyłem. Usiedli razem na ławce? Uff.. Daleko od siebie. To Gregorek ma szczęście. O nie! Przybliżył się do niej. I uśmiecha się, jakby jej nigdy na oczy nie widział. Na co on sobie pozwala? No gdzie te łapy pchasz?!! Zaraz tam pójdę i mu wygarnę. Nie, nie mogę. Nicole się wtedy na mnie zezłości. A zresztą, co mi tam..
- Bo wiesz... - usłyszałem. - Ja nie wiedziałem, że przez to może zginąć. Poniosło mnie. Mogę Ci nawet opowiedzieć, czemu to zrobiłem.
- Ciii... - przyłożyła palec do ust uciszając go. - Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. Było, minęło. Teraz cieszmy się, że Michael niedługo wyjdzie ze szpitala, że wszystko z nim dobrze.
Michael? Ze szpitala? Co on jemu zrobił?! - wyłączyłem się całkowicie z ich rozmowy.
Muszę się tego dowiedzieć.
Ale chwila, co jest? Przytulił ją. A ona nawet go nie odpycha.
- Dziękuję. - powiedział i POCAŁOWAŁ JĄ W USTA?! Ej, no co jest?! Nie, chyba go zabiję! - Za to, że nie oskarżyłaś mnie o nic na policji. 
To się jeszcze zdziwisz "kolego"...
Pożałujesz dotykania Nicole bez mojego pozwolenia.
Może i w skokach jesteś lepszy, co niedługo się już zmieni. Ale tej cudownej dziewczyny mi nie zabierzesz. 
Jeszcze zobaczysz, co to znaczy "Kotowi żart, a myszce (Gregorowi) śmierć."

Wróciliśmy do hotelu, gdy wszyscy schodzili już na śniadanie. Alex popatrzył tylko na nas i pokazał, żebyśmy się pospieszyli.
Gregor podszedł do windy, a ja szybko pobiegłam schodami. I byłam pierwsza na naszym piętrze. Weszłam do pokoju, wzięłam błyskawiczny prysznic, ogarnęłam się i zbiegłam na dół. Przeleciałam wzrokiem po całej restauracji, Gregora jeszcze nie bylo. Usiadłam przy naszym stoliku, między Thomasem a Alexem. Chłopcy mieli wyśmienity humor, żartowali ciągle. - To co ta nasza Nicole robiła z Gregorem, że wróciła taka zgrzana, czerwona i uśmiechnięta? - zapytał Loitlz. - Aua! No co?! - ktoś kopnął go pod stołem Zaczerwieniłam się, totalnie bez powodu. - Uuu! Nawet teraz się jeszcze czerwieni! Co tam musiało się dziać? - zaczął znowu Wolfgang, niezrażony próbą uciszenia go - Bo co? Zazdrość? - zapytałam Wolfgang nie odpowiedział nic, tylko wzruszył ramionami. Chwilę później na salę wszedł Gregor. Spojrzał na nasz stolik i ruszył tam. Obserwowałam go i on ciągle uśmiechał się do mnie. Chciał usiąść koło mnie, ale stwierdził chyba, że nie warto próbować się wcisnąć. Usiadł za to naprzeciwko. Szybko wziął się za jedzenie i co chwila spoglądał na mnie.
Później nie zwracałam już na to uwagi, ale czułam, że patrzy wciąż na mnie. Teraz myślałam tylko o tym, co się zdarzyło tego poranka.
Niepotrzebnie się zgodziłam na te bieganie, było mi od razu odmówić. Pogodziliśmy się, to jeszcze niech będzie. Ale to co zrobił, było już przesadą. Podziękował mi, dobrze, ale że od razu całować? W sumie to ja się mu nawet nie opierałam. Podobało mi się to. Muszę przyznać, że całuje wyśmienicie.
- Nicole? - usłyszałam niewyraźnie
- Nicole?! - ktoś mówił i przy tym klepnął mnie lekko w ramię.
Odwróciłam się w stronę, skąd dochodził dźwięk i lekkie uderzenie.
To był Morgi. Okazało się, że wszyscy wyszli już z restauracji, zostałam tylko ja.
Uśmiechnęłam się do niego i wstałam. Poszliśmy na górę.

- Nicole. Jesteś jakaś smutna ostatnio. - usłyszałam, wchodząc
- Niee, wydaje Ci się tylko
- Przecież widzę, nie okłamuj mnie skarbie. Co się dzieje?
- Jestem zmęczona wszystkim.
Weszliśmy do mojego pokoju, usiedliśmy na łóżko.
- Czy coś się stało pomiędzy Tobą a Maćkiem?
- Nie... Między nami jest dobrze. Dzisiaj się pewnie znowu spotkamy, tylko, że tym razem na skoczni. A wczorajszy wieczór był cudowny.
Morgi przypatrywał mi się jak to mówię, jaka jestem szczęśliwa. Żeby sytuacja nie była za poważna, poruszył znacząco brwiami i oboje roześmialiśmy się.

Leżałam na łóżku w ramionach Thomasa i razem się odstresowywaliśmy. Uwielbiałam leżeć tak blisko niego, czuć dzięki temu bezpieczeństwo i miłość rodzinną. Jak zawsze pachniał sobą, moim mistrzem. Od dzieciństwa nie mogliśmy się od siebie oderwać, naszym mamom zdawało się, jakby urodziły bliżniaków z kilkuletnią różnicą wieku. W wieku 7 lat Thomas poszedł do szkoły, a ja siedziałam nadal w domu przez czasz, który dla dziecka trwał niemal wieczność. Nudziłam się całymi dniami, czekałam do godziny, o której ma wracać brat. I jak zawsze, zawodziłam się, bo oprócz pobytu w szkole, miał obowiązek odrabiania pracy domowej. Przez co spędzaliśmy jeszcze mniej czasu. Wieczorami przychodził do mnie i nadrabialiśmy stracony czas do późna wieczorem. Thomas kochał mnie, zawsze się ze mną zgadzał, robił co tylko chcę. Bywało nawet, że bawił się ze mną lalkami i w inne typowo babskie gry i zabawy. Dwa lata później ja też poszłam do szkoły. Oczywiście nalegałam, żeby to była ta, do której chodzi Thomas. Pomógł mi się w niej odnaleźć, spędzaliśmy ze sobą większość przerw. Był niemalże moim Aniołem Stróżem. Później ja też zaczęłam się nim opiekować. Pomogłam mu w drodze do punktu, w którym jest teraz. Nieraz próbował z wszyskiego zrezygnować, gdy tylko lekko coś mu się nie udawało. Jak zawsze mu pomagałam, odradzałam. Czułam, że jest do tego stworzony, że w przyszłości osiągnie duże sukcesy. Nie myliłam się. Kocham go. Nie przeżyłabym, gdyby coś mu się stało. Czy to na skoczni, czy gdzieś indziej.

- O czym myślisz? - wyrwał mnie z przemyślań
- O tym, że nie przeżyłabym bez Ciebie.
- Aww. - odpowiedział i pocałował mnie lekko w głowę
Po chwili powoli zaczął się ruszać, spojrzał na zegarek.
- Nicole, wydaje mi się, że musimy już się zbierać.
Jęknęłam z niezadowolenia i powoli odsuwałam się od skoczka. Usiedliśmy na łóźku i milczeliśmy przez moment.
- To co, widzimy się na dole. - podszedł do drzwi i otworzył je
- Jasne. - uśmiechnęłam się i pomachałam na pożegnanie.
Następnie przebrałam się w ciepłe ciuchy. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, wzięłam aparat i zbiegłam schodami do holu.
Większość już stała, a chwilę później przyszedł Alex. Zebraliśmy się i zeszliśmy do busa. Siadając, widziałam jeszcze, że z hotelu wyszli też Polacy. Odszukałam Maćka i uśmiechnęłam się pod nosem. Usiadłam na samym tyle i czekałam, aż Thomas do mnie dołączy. Zamiast niego, pierwszy przyszedł Gregor i usiadł obok mnie.
Uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową, na znak, że pozwalam. Chwilę później przyszedł Thomas i we dwójkę odstresowywali się przed konkursem. Ja, żeby się nie nudzić, włożyłam słuchawki w uszy. Muzyka powoli mnie odprężała, bo żeby dobrze kibicować, też musiałam się dobrze czuć.

Jakiś czas później dojechaliśmy na skocznię. Kibice powoli się zbierali, mimo, że do konkursu zostało jeszcze dużo czasu. Podprowadziłam chłopaków do naszego domku. Szybko podeszłam do każdego i lekko kopnęłam w tyłek na szczęście. Czułam, że dzisiejszy konkurs wyjdzie dobrze i to samo przekazałam chłopakom.
Zaczęłam rozglądać się po terenie skoczni. Wyjęłam aparat, zrobiłam kilka zdjęć dla dzieci lepiących bałwana. Nawet dzieci kochają skoki i skoczków. - pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Wtedy jedna z dziewczynek odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się uroczo. Zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie, a ona chwilę później pobiegła do mamy. Szarpnęła ją za kurtkę i wskazała szybko na mnie swoim małych paluszkiem. Kobieta odwróciła się, a w jej wzroku zobaczyłam coś w stylu uznania. Mama z dziewczynką widząc, że nadal stoję w tym samym miejscu, podeszły do mnie.
- Dzień dobry. Czy to Ty jesteś siostrą Thomasa Morgensterna? - zapytała starsza z dziewczyn
Zdziwiłam się tym pytaniem, ale jako, że była to prawda, przytaknęłam głową.
- Jeeny! Ale dziewczyny będą mi zazdrościć! - pisknęła młodsza - Więc, czy mogłybyśmy zrobić z Panią zdjęcie? - zapytała mama
Byłam bardzo zdziwiona reakcją na mój widok, bo przecież to nie ja jestem gwiazdą tego wydarzenia sportowego.
- Oczywiście, będzie mi bardzo miło. - uśmiechnęłam się i stanęłam z obiema dziewczynami. Koleżanka kobiety zrobiła nam zdjęcie, później także moim aparatem. Następnie każda zrobiła ze mną oddzielne zdjęcie. Poprosiły mnie również o autograf, byłam tą całą sprawą bardzo zaskoczona.
- Jako, że jesteście moimi pierwszymi "fankami", dostaniecie od mnie czapkę Thomasa. - wyjęłam ją z torby i podałam młodszej - noszę ją zawsze przy sobie, ale jak trzeba, to da mi nową.
Mama i córka patrzyły to na mnie, to na czapkę. Niedowierzały. Następnie pożegnałam się z nimi, podziękowałam. Poszłam dalej z uśmiechem na twarzy i zdziwieniem w oczach, w stronę trybun do Alexa. 
- Jak się nowa gwiazda czuje przed konkursem?
- Wszystko dobrze, mam nadzieję, że dzisiaj nie odwołają.
- Niee, nie wygląda na to. Mamy ładną pogodę. Nic, tylko skakać. - uśmiechnął się
- Oby, bo coś czuję, że dziś nasi chłopcy będą mieli znakomity dzień. A co do moich fanek, strasznie się zdziwiłam. Skąd one mogą mnie znać?
- Kochana! Już na pewno nie raz byłaś w telewizji! Tym zadziwił mnie jeszcze bardziej.
Alex uśmiechnął się tylko.
- Może chodźmy na kawkę? - zapytał po chwili
- Czemu nie.
Ruszyliśmy do pomieszczenia i zrobiłam sobie mocne cappuccino.
- Mmm... Tego mi brakowało w naszym hotelu.
- Tego mu brakuje, żeby mieć w pełni te pięć gwiazdek. Ale ja muszę iść już, wiesz, mam kilka spraw do załatwienia. Ty się szykuj, rób zdjęcia i trzymaj kciuki. Do zobaczenia! - poszedł swoją drogą
Wzięłam kubek i skierowałam się w stronę domków zawodników. Większość już się rozgrzewała, ale po moich kolegach nie było ani śladu. Widocznie spóźniliśmy się trochę.
W oddali zobaczyłam znaną mi twarz. Podeszłam bliżej o kilka kroków i rozpoznałam w niej Andreasa Wanka. Mojego "kolegę" z hotelu. Stanęłam w miejscu bo nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Postanowiłam podejść bliżej i porozmawiać. Zaczęłam iść, gdy on zauważył mnie i uśmiechnął się szeroko. Również zaczął do mnie iść trzymając kogoś za rękę. W miarę tego, jak zbliżaliśmy się do siebie, powoli rozpoznawałam twarz jego towarzysza. Tak, był to Severin Fround, rozpoznałam go. Szli za rękę. Bez żadnego skrępowania, nie wstydzili się mediów. Za to ja, czułam, że powoli się czerwienię. Nie wiedziałam jak się zachować. Stanęłam w miejscu, żeby zyskać trochę czasu, a oni powoli szli do mnie.
- Cześć Nicole. Co u Ciebie słychać? - puścił rękę Niemca i objął mnie lekko
- Wszystko dobrze Andreas. Widzę, że u Ciebie też?
- Ahh, tak. Poznajcie się. To jest Severin. - podaliśmy sobie dłonie i ja również przedstawiłam się
- Pewnie kojarzysz go. - przytaknęłam głową. - Aż dziwne, że tyle czasu jesteśmy w jednej reprezentacji, a dopiero teraz poznaliśmy się lepiej. Tyle czasu straconego. - powiedział i popatrzył na Severina.
- Cieszę się, że Wam się układa. - powiedziałam z lekko wymuszonym uśmiechem.
- Dobrze się układa. A mów co u Ciebie dokładnie. Po naszym ostatnim spotkaniu nie było z Tobą najlepiej.
 - Już dobrze. Nie przypominaj mi tego. Wszystko już się ułożyło.
- Pzepraszam za tamto zdarzenie.
- Jasne, przepraszam Wam, ale muszę już iść. Powodzenia życzę.
Mimo tego, jak wyglądałam na zewnątrz, w środku czułam skrępowanie. Chociaż to nie ja miałam do tego powód. Powoli ochłonęłam i poszłam na trybuny. Wypiłam całą kawę, a kibiców było coraz więcej. Korzystając z wolnego czasu, zadzwoniłam do Michaela:
- Hej Michael!
- O! Cześć Nicole.
- Co słychać u Ciebie? Co robisz?
- Pakuję się, zaraz wychodzę - powiedział szczęśliwy
- Jeej, cieszę się.
- A Ty jak tam się czujesz?
 - Dobrze. Dziś miałam pierwsze fanki.
- Mówiłem, że jesteś najlepsza. Życz szczęścia chłopakom. Ja muszę kończyć już, bo Loren na mnie czeka.
- Loren? Kto to?
- Opowiem Ci przy innej okazji. Trzymaj się ciepło i wracaj do mnie.
Rozłączył się, a mi zostało tylko myśleć, kim jest Loren.

 W tym samym momencie oczami Gregora : Spóźniliśmy się trochę, dlatego musiałem szybko się przebrać, żeby jeszcze zdążyć się rozgrzać. Wyszedłem już na dwór i stanąłem koło Thomasa. Przyglądaliśmy się innym skoczkom, gdy zobaczyłem zbliżającego się do mnie Polaka. Szedł wolno, z jego miny nie umiałem nic wyczytać. Ale wiedziałem, że nie przyszedł w dobrym celu. Stanął naprzeciwko mnie i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu.
- To może ja sobie pójdę.. - usłyszałem Thomiego
Popatrzyłem na niego i pokiwałem głową. Miałem z tym Polakiem trochę do pomówienia.
- Po co do mnie przyszedłeś? - mimo to, zapytałem
- Ojj chyba wiesz po co. Myślę, że musisz dostać małe kazanie.
- Nie rozumiem o co Ci chodzi.
- Nie rozumiesz? Nie sądzisz, że Nicole powinna sama wybrać kogo woli?
- I już przecież wybrała. Mnie oczywiście.
- Chyba masz za dobrą samoocenę. Oczywiście narzucanie się nie liczy.
- Jakie narzucanie? O co Ci chodzi?
 - Przecież widziałem jak ją całowałeś. Wiem, że Ty nalegałeś.
- I tu się mylisz. Ona sama zaczęła mnie całować.
Maciej nic nie odpowiedział. Popatrzył tylko na mnie z zmarnowaną miną i po chwili odszedł. Poczułem wewnętrzne zwycięstwo. Nicole musi być moja. Mogłem z powrotem się rozgrzewać.

Kwalifikacje zaczęły się. Czekałam na skoki moich rodaków, ale też Polaków. Przez cały czas trwania kwalifikacji robiłam zdjęcia, ale też zastanawiałam się, kim jest Loren.
Wreszcie na belce zobaczyłam Maćka. Niestety, za późno odbił się z progu, więc skok też nie mógł być długi. Na szczęście, w pierwszej serii będzie. Ucieszyłam się, ale Maciek nie. Stał smutny i zły. Chciałam podejść do niego, ale zdecydowałam, że zrobię to po drugiej serii, żeby go nie stresować, ani nic.
Thomas ani Gregor nie wzięli udziału w kwalifikacjach, bo mieli już to zapewnione.
Niedługo po Maćku zakończyły się i teraz czekaliśmy na serię pierwszą. Warunki pogorszyły się, wiał wiatr. Miałam nadzieję, że choć jedna seria się odbędzie. 10 minut później, powiadomiono, że pierwsza seria będzie, a co do drugiej, nie wiadomo. Oglądałam wszystkie skoki z ciekawością, a gdy nadeszła pora na Maćka, zacisnęłam mocno, mocno kciuki. Usiadł na belce, jego klatka piersiowa to się unosiła, to opadała. Tepes nie dał mu jeszcze zielonego światełka, więc pewnie denerwował się jeszcze bardziej. Po upływie regulaminowego czasu trener polskiej kadry pokazał mu flagą, żeby wycofał się. Posłusznie zrobił to, żeby za chwilę znów pojawić się na belce. Tym razem szybko pojawiło się zielone światełko i już odepchnął się od belki. Tym razem nie spóźnił wyskoku. Lecąc już w powietrzu nagle zawiał mocniejszy wiatr. Musiał uregulować lot, żeby nie było żadnego wypadku. Niestety, przez to skok był krótki i na dodatek, odjęto mu dość dużo punktów. Pokazał swoje niezadowolenie i ruszył dalej. Trochę się zesmuciłam, ale teraz czekałam na Thomasa. Jakiś czas później, pojawił się na belce. Trzymałam kciuki i czekałam. Od razu pojawiło mu się zielone światełko. Miał korzystny wiatr, dlatego poleciał daaleko. Objął pozycję lidera, austrijaccy kibice wpadli w wielką euforię, a ja razem z nimi. Cieszyłam się, Thomas też skakał i uśmiechał się. Jeszcze kilka osób za nim nie przeskoczyło jego wyniku. Prawda - był rewelacyjny. Później skoczył przed niego Niemiec - Marinus Kraus. Jego skok też był bardzo dobry, miał dużo dodanych punktów.
Następnie skakał Gregor. Znakomicie się odbił z progu i poleciał daleko. Objął prowadzenie. Przed nim były jeszcze dwie osoby, więc cieszyłam się już, bo mimo wszystko zajmie minimum 3 miejsce, a Thomas 5. Jednak ani Severin Fround ani Kamil Stoch nie przeskoczyli wyniku pierwszej trójki. Gregor zakończył pierwszą serię na pierwszym miejscu. Żyć, nie umierać. Martwiłam się jedynie o wynik Maćka. Przeszedł do drugiej serii, ale miał słabe miejsce.
Kibice zaczęli się rozchodzić na przerwę, a ja wyszłam do domków, żeby tam poczekać na decyzję jury, bo mocno wiało. Podbiegłam do Thomasa i zawiesiłam mu się na szyi. Śmieliśmy się, przytulaliśmy. Pogratulowałam mu, a później podeszłam do Gregora. Przytulił mnie mocno, a ja uśmiechnęłam się lekko. Życzyłam powodzenia i wróciłam do Thomasa. Czekaliśmy na decyzję, gdy wreszcie spiker oznajmił, że druga seria się nie odbędzie. Wyniki z pierwszej serii bedą wynikami całego konkursu. Chłopcy zaczęli krzyczeć z szczęścia, a ja cieszyłam się z nimi.
Po chwili przedemną zobaczyłam Polaków. Podeszłam do Maćka. Nie widział mnie, bo stał tyłem. Chciałam zrobić mu niespodziankę i pocieszyć go. Dlatego uwiesiłam mu się szyi od tyłu. Drgnął, odwrócił się szybko i odepchnął mnie. Był wściekły. Nie wiedziałam, że aż tak mocno zareaguje, przecież to tylko jeden konkurs.
- Czego chcesz? - warknął.
- Idź do swoich mistrzów.
- Przestań.
- Każdy wie, że jestem milion razy gorszy od Gregorka - imię "Gregorek" powiedział z wielkim obrzydzeniem
- Uspokój się Maciek!
- To Ty się uspokój Nicole!
- To jest tylko jeden konkurs
- Dla mnie to wszystko! Nie odpowiedziałam nic, tylko stałam zdziwiona.
- Czego tu stoisz?! Idź do niego.
- Do kogo?
- Do Twojego ukochanego.
- Czyli? - No na pewno nie do mnie.!
- Uspokój się!
- To Ty ogarnij się! I pomyśl czego chcesz! Najpierw siedzisz cały wieczór ze mną. A później, to co?! Całujesz się sobie z Gregorem?! Zdecyduj się! Zachowałaś się jak typowa suka!
Zamarłam.
 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ I oto jest, przepraszam, że w maju był tylko jeden rozdział + ten, drugi, na koniec miesiąca. Dużo pracy mam ;cc Ale oby do wakacji i LGP :) Czekam na komentarze :* Poza tym, zapraszam na aska koleżanki. Tam możecie mnie pytać, odpowiem. Ask typowo o skokach. Mam też swojego, ale nie chcę mieszać. Zapraszam : http://ask.fm/skokiarr Pozdrawiam :*

piątek, 9 maja 2014

Rozdział dziewiąty

Dryń... 
Dryń... 
Dryń... 
Dryyyń...
Budzę się, budzik dzwoni zdecydowanie za głośno. Próbuję go wyłączyć, ale nie udaje mi się to. W końcu zrzucam go na ziemię, a on ucicha. Chowam głowę pod poduszkę, próbując dalej spać. Promienie słoneczne, przebijające się przez okno, ogrzewają mi stopy. W końcu przypomniałam sobie, że dziś nie mogę zaspać. Nikogo nie obchodzi, że przez wczorajszy dzień pełen wrażeń, że się nie wyspałam. Dzisiaj mam do zrobienia jeszcze więcej.
Wyczołgałam się z łózka, znalazłam budzik i podniosłam go z podłogi. Spojrzałam w lustro, pod oczami miałam dosłownie woryy. Weszłam do łazienki i przemyłam twarz. Później zeszłam na śniadanie. Rodzice już wstali, wiedzieli, że dzisiaj wyjeżdżam. Porozmawialiśmy przy płatkach i pobiegłam na górę.
Wzięłam szybki prysznic i podeszłam do szafy. Włożyłam na siebie rurki, T-shirt i ciepłą bluzę, w końcu mróz na dworze. Pakowanie nie zajęłoby mi długo, gdyby nie telefon przyjaciółki. Przez ogrom pracy nie miałam czasu na jakiekolwiek inne wypady towarzyskie, poza tymi, które były z moimi wariatami. Właśnie zaczęła mi opowiadać o swojej nowej super miłości, jak zobaczyłam, że niedługo się spóźnię. Była tak podniecona, że nawet nie miałam serca, żeby jej przerywać. Najwyżej spędzę mniej czasu z Mitchim, przecież nie tylko on jest moim przyjacielem. Przez jej całą ciekawą historię, odezwałam sie tylko parę razy, bo nie dała mi nawet do słowa dojść. Tak, jest straszną plotkarą i gadułą...
Czas leciał, a jej, można powiedzieć - monolog, wcale nie pokazywał, że niedługo się skończy. W końcu musiałam jej przerwać i postanowiłam zrobić to bez żadnych skrupułów.
W końcu mogłam się spokojnie dokończyć pakować. Sprawdziłam, czy lustrzanka jest dobrze naładowana  i czy karta jest pusta i spakowałam ją do torby. Jeszcze tylko zlustrowałam pokój, czy niczego nie zostawiłam i zeszłam na dół.
Rodzice czekali już w salonie, żeby odwieźć mnie do Michaela. Nie obyło się bez czułego pożegnania, jak to mają w zwyczaju rodzice.
Tata spakował moje torby do bagażnika i pojechaliśmy. Zwykle nie miałam za bardzo o czym z nim rozmawiać, więc i teraz w samochodzie panowała niezręczna cisza. Teraz też nie mogłam wymyślić żadnego tematu, więc tylko podgłośniłam radio. Po krótkim czasie dojechaliśmy. Wyjęłam z bagażnika walizkę, pomachałam tacie i weszłam do wejścia.
Michael czekał na mnie w swojej sali, do której wbiegłam zdyszana. Uśmiechnął się do mnie życzliwie
i chwilę później zajęliśmy się rozmową. Czuł się coraz lepiej, ale nadal nie mógł sobie wybaczyć, że traci cały sezon.
- Mam teraz życiową formę...
- Michael, przecież to nie twoja wina, uspokój się.
- Mogłem oddać im ten hajs i byłoby po kłopocie.
Zdziwiłam się, że pierwszy raz od wypadku, wspomniał o nim i to w taki sposób. Ja sama unikałam jakiegokolwiek poruszania tego tematu. 
Nie wiedziałam, czy mogę dalej ciągnąć to, ale postanowiłam zapytać :
- Opowiesz mi wszystko?
Wypuścił głośno powietrze i zamknął oczy. Już chciałam powiedzieć, żeby może jeszcze poczekał, ale on zaczął:
- W poprzednich sezonach, nie powodziło mi się z pieniędzmi. Wziąłem tam jakąś pożyczkę. Od tych ludzi co mnie prawie zabili. Nie wiem czemu na to wpadłem, ale mniejsza o to. Później pojawiłaś się Ty. I ja... Ja zakochałem się w Tobie.
Otworzyłam usta ze zdziwienia i chciałam już powiedzieć coś, ale on szybko mi przerwał i kontynuował swoją opowieść :
- Wtedy w nocy, co przyszedłem do Ciebie... - skinęłam głową na znak, że pamiętam. - Później poszedłem do Gregora. Powiedziałem mu o moich uczuciach do Ciebie. Wiesz, byłem pijany... I on wtedy mnie znienawidził. Byliśmy przyjaciółmi, więc wiedział, że mam kłopoty finansowe. Kilka dni później, przez które nawet się do mnie nie odezwał, on przyszedł do mnie. Zachowywał się, jakby nigdy nic się nie stało. Rozmawialiśmy, chwilę później wyjął z kieszeni pieniądze. Przeliczył i powiedział, że wystarczy mi, żeby spłacić dług u tych facetów. Nie wiedziałem, jak mam na to zareagować, nie wiedziałem, czy mogę mu zaufać i po co on to robi. Nie odezwałem się, ani nie wziąłem tych pieniędzy. On też siedział cicho. Jakiś czas później podszedł do mnie i włożył mi te pieniądze w rękę. Spojrzałem na nie, później na niego. Wtedy on, powiedział, że daje mi te pieniądze, ale ja za to odczepię się od Ciebie, nie będę się do Ciebie przystawiał. Jednym słowem, zostawię go dla Ciebie. Przez kilka minut przemyślałem to i się zgodziłem. Wiedziałem, że to pomoże mi w zaprzestaniu odczuwania do Ciebie miłości. Jeszcze tego samego dnia poszedłem do chłopaków, zapłaciłem im. Powiedzieli, że mam jeszcze odsetki, a te pieniądze nie starczą na zapłacenie ich. Powiedziałem, że kiedyś im dopłacę. Później mieliśmy tą imprezę. Wyglądałaś tak pięknie. - na te słowa szybko zrobiłam się czerwona. - Wydawało mi się, że już Cię nie kocham, ale ten pocałunek wyszedł tak jakoś niechcący. Teraz jak leżałem w szpitalu, to pomyślałem, że wtedy Cię chyba nadal kochałem. Ale wiesz... nie jest to normalna miłość. Myślę, że jest to tylko przyjacielska miłość. Widzę, jak Gregor na Ciebie patrzy, jak się zachowuje. Jeszcze niedawno Cię nienawidził, ale teraz? Myślę, że jest coś całkowicie odmiennego. A Ty? Ty też chyba coś do niego czujesz, skoro nie oskarżyłaś go o nic, że nie powiedziałaś o nim na policji... Nie mam Ci tego za złe, bo pewnie sam bym zrobił to samo.
Byłam w szoku, tyle informacji na jakieś 10 minut. Nie odzywałam się, ciągle o tym myślałam. W końcu znalazłam odpowiednie słowa :
- Przepraszam, że nie powiedziałam na policji o wszystkim..
- Nie ma za co. Mówiłem Ci już.
Więcej już się nie odezwaliśmy. Spojrzałam na zegarek, musiałam już się zbierać.
- Muszę już iść Michael, przepraszam.
- Jasne, idź. I pozdrów tam chłopaków.
Widziałam w jego oczach smutek, że nie może skakać razem z nimi. Chciałam mu jakoś pomóc, ale nie było żadnych szans.
Podeszłam do niego, pocałowałam w policzek i odwróciłam się do wyjścia.

Zamówiłam taksówkę, która odwiozła mnie bez żadnych problemów pod samo lotnisko. Przez całą drogę myślałam o słowach Michaela. Na lotnisku spotkałam uśmiechniętych skoczków. Podeszłam do wszystkich, przywitałam się i przytuliłam się do Thomasa.
- Cześć słońce
- Cześć - odpowiedziałam
- Byłaś u Mitchiego? Co u niego?
- Opowiedział mi wszystko.
- Co Ty gadasz? Musisz mi wszystko powtórzyć!
- Nie tu i nie teraz. W hotelu. Teraz, wybacz, ale muszę sama to wszystko przemyśleć. - powiedziałam
i odeszłam dalej
Usiadłam sama, daleko od wszystkich. Zastanawiałam się, czemu Gregor tak się zachował, czemu Michael wcześniej mi nie powiedział, że mnie kocha. Zadałam sobie milion pytań i przez cały czas szukałam na nie odpowiedzi.
Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś dotyk na moim prawym ramieniu. Odwróciłam się w tą stronę i przed sobą zobaczyłam szczęśliwego Gregora. No jasne, a niby kogo innego?...
- Cześć - powiedział, głupio się uśmiechając. Wygląda jakby na haju jakimś był...
- Cześć?
- Słuchaj, to co wczoraj wieczorem Ci powiedziałem, to nie była prawda. - szybko powiedział. Kłamca...
- Mhm, okej. - Gregor odetchnął z ulgą. I tak Ci nie wierzę..
- Byłaś u Michaela? Co u niego? - spytał. Nie kłam, że Cię to obchodzi.
- Byłam, ma się dobrze. Przepraszam Cię, ale muszę porozmawiać o czymś z Thomasem. - wstałam
i powiedziałam
- Jasne, alee.. poczekaj. Na prawdę, to nie była prawda, co Ci wczoraj powiedziałem. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i odeszłam do Thomasa. Razem z kolegami rozmawiał on o Michaelu, o jego stanie. Wkręciłam się w rozmowę, ale jedyne o czym myślałam, była jego historia.

Kilka minut później Alex powiedział, że musimy już się zbierać. Każdy wziął swoje bagaże i podeszliśmy do bramek na odprawę. Po 30 minutach było po wszystkim i siadaliśmy już na swoje miejsca w samolocie. Jak zwykle usiadłam jak najdalej od okna, koło Thomasa. Obok nas usiadła urocza staruszka.
Rozmawiałam z Thomasem, gdy podeszła do nas stewardessa. Piękna blondynka, długie nogi, po prostu widziałam jak Thomas pożerał wzrokiem jej ciało. Ona też chyba to zobaczyła, bo jej policzki momentalnie stały się ciemnoczerwone. Tylko Thomas niczego dziwnego nie zauważył. Stewardessa próbowała się uśmiechnąć ale niezbyt jej to wychodziło.
- Proo..oszę zapiąć paa..asy. - jąkała się wyraźnie
Zrobiłam to szybko i wiedziałam, że najgorsze się zbliża. Chwilę później blondynka odeszła od nas
i speszona poszła bardziej w przód samolotu. Pochyliłam się lekko do Thomasa i powiedziałam :
- Chyba Cię rozpoznała... - zobaczyłam jak odprowadzał ją wzrokiem, ale na to, co powiedziałam, zero reakcji
- Thomas... Chyba Cię rozpoznała. - nadal nic.
Po chwili usłyszałam tylko:
- Co?
Zaśmiałam się pod nosem i powiedziałam :
- Co w jest w jej nogach czego nie mam ja? - skrzyżowałam ręce na piersi i wydęłam lekko usta
- Bo tamte, to nie są nogi mojej siostry.
Popatrzyłam na niego i zobaczyłam, że mówi chyba poważnie.
- Dobra, nie ważne. Myślałam, że chociaż zaprzeczysz, że w niczym nie są lepsze, ale niech Ci będzie... - odwróciłam głowę od niego i momentalnie poczułam na ramieniu jego rękę
- Oj przepraszam, Nico. Przecież wiesz, że masz najbardziej zajebiste nogi pod słońcem, ale to są Twoje nogi, nogi mojej siostry. Ciebie nie mogę poderwać, a tą dziewczynę mogę. Przecież wiesz, że facetom staje mózg na widok takich nóg jakie masz na przykład Ty i ta stewardessa.
- No niech Ci będzie. Najlepiej to zagadaj do niej później, ale teraz to masz się zająć mną, bo zaraz startujemy.
- Oh, no tak. No, chodź mi tu. - powiedział i rozszerzył ramiona, pokazując żebym wtuliła się w niego.
Zrobiłam to szybko, położyłam głowę na jego tors, czułam jak szybko bije mu serce, jak oddycha. Już miałam zamknąć oczy, jak zobaczyłam, że staruszka siedząca obok, wyjęła z torebki okulary i szalik
z drutami. Ciekawe, jak to przemyciła przez bramkę. Popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i ja też to odwzajemniłam. Chwilę później zamknęłam oczy i zacisnęłam kciuki. Thomas siedział spokojnie, nie ruszał się, chociaż, że pewnie mocno go ściskałam.
Samolot ruszył, powoli wznosił się w powietrze, a ja siedziałam i ciągle w myślach powtarzałam : Nic się nie stanie, nic się nie stanie... 
Usłyszałam głos Thomasa :
- Już po wszystkim Nico.
Otworzyłam oczy, ta starsza pani nadal robiła na drutach. Nawet ona się nie boi, a ile lat ma. .
Oderwałam się od Thomasa i oparłam się o swoje siedzenie. W samolocie panowała miła cisza, my też się nie odzywaliśmy. Miałam czas, żeby wszystko przemyśleć.

Michael mnie kochał, mój przyjaciel. Gregor, przekupił go, a później doprowadził do tego wypadku, 
a ja głupia, nie złożyłam oskarżeń na niego. Przecież jeszcze na samym początku, on mnie nie cierpiał, kłóciliśmy się. Ciekawe, czemu tak nagle zmienił swoje zdanie o mnie. I jeszcze dziś mi zaprzeczał, że to co wczoraj powiedział, nie jest prawdą. A jeśli na prawdę nie jest? 
Poza tym, jutro się spotkam z Maćkiem, nareszcie. Zobaczę wreszcie, jaki jest na prawdę, a nie przez SMS. Gdybyśmy byli jeszcze w tym samym hotelu, byłoby jeszcze lepiej. Dobra, zobaczymy, jak będzie, tak będzie.

Z tych myśli wyrwał mnie kobiecy głos. Podniosłam oczy i zobaczyłam naszą kochaną stewardessę.
- Przepraszam, czy życzy sobie coś Państwo? - zapytała, a na jej policzkach pojawiły się małe wypieki
- Ja proszę tylko Twój numer. - usłyszałam i momentalnie zakrztusiłam się powietrzem, a staruszka zaśmiała się cicho
Blondynka zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, ale nadal stała przy nas. Po chwili uśmiechnęła się lekko
i odeszła bez słowa.
- Upsss, ktoś tu komuś dał kosza.
- Cicho bądź - odpowiedział i zaśmiał się
- Spróbuj jeszcze raz później, może zmieni zdanie.
Wyjęłam z torby aparat i zrobiłam dla Thomasa zdjęcie. Uroczo się uśmiechnął i później zabrał mi aparat. Chwilę później robiliśmy sobie ciągle zdjęcia. Nawet babcia się dołączyła.
Jakiś czas później, znowu podeszła do nas ta sama stewardessa. "Nasza" babcia zaśmiała się i dalej robiła szalik. Zaś blondynka powiedziała :
- Za chwilę samolot będzie lądował. Proszę zapiąć pasy.
Zrobiliśmy to, blondynka nadal stała w tym samym miejscu i Thomas postanowił spróbować jeszcze raz :
- Mogę chociaż wiedzieć jak masz na imię?
- Niech będzie. Jestem Claire. - powiedziała i wyciągnęła rękę do Thomasa
Ucieszył się bardzo i też podał :
- Thomas.
- Jestem jego siostrą, Nicole - powiedziałam i też podałam jej rękę
Po chwili Claire odeszła od nas, a ja wtuliłam się ponownie w Thomasa. Zamknęłam oczy i czekałam, aż lądowanie się skończy.
Wkrótce poczułam, że już koniec. Wstałam i wzięłam swoją torebkę. Wszyscy kierowaliśmy się do wyjścia. Już byłam prawie poza samolotem, gdy usłyszałam głos Thomiego :
- Proszę. - odwróciłam się i zobaczyłam Thomasa stojącego przed blondynką. W ręku trzymał swoją wizytówkę. - Jeśli chcesz i możesz, zadzwoń kiedyś do mnie... - powiedział i poszedł do mnie, uśmiechając się.
Jeszcze tylko odwróciliśmy się i pomachaliśmy jej i poszliśmy za całą grupą skoczków.

Po około godzinie byliśmy po wszystkim i czekaliśmy na bus, którym zajedziemy do hotelu. Po chwili zapakowaliśmy się wszyscy i pojechaliśmy.
Na miejscu byliśmy po 10 minutach, wzięliśmy swoje bagaże i Alex poszedł do recepcji. Rozdał nam klucze i poszliśmy szukać pokoi.
Po raz kolejny byłam sama w dwuosobowym pokoju, co mnie tylko cieszyło. Rozłożyłam swoje rzeczy
i poszłam na kolację. Chłopcy zachowywali się bardzo cicho, co nie było w ich stylu. Nie wiedziałam, co im się stało, próbowałam jakoś rozluźnić atmosferę, ale wszystko na nic.
Nikt się nie odezwał do końca kolacji, więc ja tylko na koniec powiedziałam, że czekam na każdego
z osobna, żeby przyszli do mnie na masaże.
Pierwszy przyszedł Thomas. Umyłam ręce, wyciągnęłam wszystkie kremy, żele i zaczęłam swoją pracę. Przy okazji, opowiedziałam mu, co mówił mi Michael, omówiliśmy to. Chciałam też dowiedzieć się, co się stało przy kolacji, ale od niego nie umiałam tego wyciągnąć.
Z resztą skoczków nie miałam tematów do rozmowy, próbowałam ich tylko trochę rozluźnić, rozmawialiśmy jedynie o służbowych sprawach.
Jako ostatni, przyszedł Gregor. Wchodząc, trzasnął drzwiami, że aż podskoczyłam.
- Mógłbyś z łaski swojej, zachowywać się ciszej? - spytałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej
- Nie. - odpowiedział, siadając na fotel.
Zignorowałam to i przeszłam do moich obowiązków. Czułam, że był spięty. Ale w miarę czasu, powoli się rozluźniał. Kątem oka, widziałam, jak uśmiechał się i obserwował każdy mój ruch.
- Gotowe. - powiedziałam, ciesząc się, że już koniec.
- Dziękuję, zrelaksowałem się.
Mówiąc to, pocałował mnie w policzek i później wyszedł.
Stałam przez jakiś czas w tej samej pozycji, patrząc ciągle w miejsce, gdzie niedawno stał.
W końcu się ruszyłam i pochowałam wszystkie rzeczy. Było już dosyć późno, więc postanowiłam pójść pod prysznic. Zamknęłam drzwi od pokoju i weszłam do łazienki. Pozbyłam się ubrań i weszłam pod wodę.
Przeszedł mnie dreszcz, bo woda była zimna, ale szybko zwiększyłam temperaturę.
Po piętnastu minutach byłam po wszystkim i siedziałam na łóżku w szlafroku, oglądając TV. Przerzucałam tylko kanały, bo po fińsku nic nie rozumiałam.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Ucieszyłam się, bo byłam pewna, że to Thomas czeka za drzwiami. Podeszłam i otworzyłam je.
Przede mną stał Maciek. Zaniemówiłam na chwilę, ale szybko odzyskałam zmysły i gestem pokazałam mu, żeby wszedł.
- Hej.
- Hej. Jak mnie znalazłeś?
- Szedłem korytarzem do Wiewióra i spotkałem Thomasa. Przywitaliśmy się, pogadaliśmy. Później powiedział mi, że Ty tez tu jesteś i w którym pokoju. Ogarnąłem się trochę i ta daam... oto jestem. - powiedział i pokazał rząd białych zębów w idealnym uśmiechu
Byłam szczęśliwa, bo mogłam wreszcie z nim normalnie porozmawiać, ale też zła na Thomasa, że tak łatwo mnie wydał.
Usiedliśmy na łóżku, a między nami zapadła niezręczna cisza. W końcu Maciek się odezwał :
- Cieszę się, że możemy w końcu porozmawiać.
- Ja też. Już ta "rozmowa" przez SMS była nudna, a na skype nam nie wyszło.
- Niestety, wiesz jak wygląda życie skoczka. Jak u Michaela?
- Poprawia się, ale raczej do skoków w tym sezonie nie wróci.
- W moim przypadku, zawaliłby mi się wtedy świat.
- Widzę tu ambitnego chłopaka.
- Może to zabrzmi głupio, niczego nie stawiam ponad skoki i rodzinę, dla mnie to najważniejsze. Ale Ciebie, chciałbym bliżej poznać.
Uśmiechnęłam się, a on uznał to jako odpowiedź. Po tym, nasza rozmowa rozwinęła się. Rozmawialiśmy nie tylko o skokach, ale też o sobie, swoich zainteresowaniach. Nie zauważyłam, jak godzina z dwudziestej pierwszej, przemieniła się w dwudziestą trzecią.
Mimo tego, jak bardzo interesująca była rozmowa, poczułam, że ogarnia mnie już senność. Ziewnęłam kilka razy, ale Maciek chyba tego nie zauważył. W końcu postanowiłam mu powiedzieć, że jestem już bardzo zmęczona i, że on też powinien już iść, żeby być wypoczętym jutro.
Zgodził się ze mną i wstał z łóżka, a za nim ja. Odprowadziłam go pod drzwi, a on przytulił mnie na pożegnanie. Był ode mnie wyższy o głowę. Wtuliłam się w zagłębienie w szyi i poczułam lekkie perfumy męskie. Starałam się zapamiętać ten zapach, w sumie sama nie wiem czemu.
W końcu oderwałam się od niego i uśmiechnęłam. Wyszedł i zamknęłam za nim drzwi. Rzuciłam się na łóżko i znalazłam telefon. Znalazłam numer Thomasa i napisałam tylko :
Dziękuję. :*
Leżąc, wspominałam jeszcze rozmowę. Czułam, że pasowalibyśmy do siebie, ale też czułam, że głupio się zakochałam i powoli się od niego uzależniam. Chwilę później, zasnęłam.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłam powoli oczy, na zegarku była dopiero ósma. Nie chciało mi się wstawać, ale musiałam, bo pukanie nie przestawało. Wstałam i podeszłam do drzwi, otworzyłam je.
- Witam. - powiedział Thomas
- Cześć.
- Co Ty taka? Nieprzespana noc? - spytał i poruszył znacząco brwiami
- Ajj weź! - już prawie miałam zamknąć drzwi przed jego nosem, ale zablokował nogą
- Toż żartuję słonko. - i wysłał mi buziaczka
Spróbowałam się uśmiechnąć, następnie odwróciłam się i poszłam do łóżka.
- Eeej, gdzie to się pani wybiera?
- Spać.
- Zaraz śniadanie
- Nie mam apetytu.
- Nie ma tak. Musisz mieć siły na dzisiejszą noc.
Popatrzyłam na niego i rzuciłam w niego poduszką, ale złapał ją.
- Dobra, to teraz, tak na serio, jak było? - usiadł koło mnie i zapytał
- Było... fajnie. Dużo rozmawialiśmy. A później się zmył.
- Nie musisz dziękować.
- Mimo to, dziękuję. - powiedziałam i pocałowałam lekko w policzek
Thomas uśmiechnął się i wstał.
- Ubieraj się, idziemy zjeść
- Będę gotowa za 15 minut.
- Dobra. - powiedział i wyszedł
Podeszłam do szafy i wybrałam ubrania. Następnie pociągnęłam lekko rzęsy tuszem i byłam gotowa.
Zeszłam na dół, gdzie wszyscy już byli. Wszyscy moi skoczkowie siedzieli przy jednym stoliku. Spojrzałam na Thomasa, który pokazywał mi ręką, żebym siadała koło niego. Jednak ja wolałam usiąść gdzie indziej, nie w tym tłumie. Wybrałam stolik pod oknem i tam usiadłam. Wybrałam jedzenie, a po chwili dosiadł się do mnie Thomas.
- Co Ty tak sama usiadłaś?
- Sama nie wiem, co mi jest. Ale wolę jakoś posiedzieć tylko z Tobą.
- Dobrze
Po chwili dostałam swoje jedzenie, a byłam bardzo głodna, więc szybko znikło. Na deser zamówiłam latte z bitą śmietaną. Rozmawialiśmy z Thomasem o konkursie, gdy do restauracji weszli inni skoczkowie. Wśród nich zobaczyłam bruneta. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, gdy skierował się w moją stronę. Każdy, i Polski, i Austrijacki skoczek to zauważył. Czułam, że policzki mi czerwienieją, na dodatek z stolika polskiego usłyszałam pogwizdywania i słowa, których nie rozumiałam.
Maciek mimo to podszedł do mnie, a ja wstałam i przytuliliśmy się. Później przywitał się z Thomasem i chwilę później rozmawialiśmy o wszystkim. Czułam się, jakbyśmy się znali od lat. Od czasu do czasu spoglądałam na nasz stolik, który spustoszał już trochę. Zostało tylko kilku skoczków, a wśród nich - Gregor. Patrzył się na stolik, przy którym siedziałam. Patrzył się na Maćka. Ze złością, nienawiścią. Widziałam w jego oczach gniew, przestraszyłam się. Chwilę później i on poszedł na górę. My też zaczęliśmy się już zbierać.
Idąc schodami, rozmawialiśmy jeszcze, czy konkurs się odbędzie, bo warunki są trudne. Później rozstaliśmy się i każdy poszedł do swojego pokoju.
Nudziło mi się. Nie, bardzo mi się nudziło.
Zadzwoniłam do Michaela, pozdrowiłam go od chłopaków. Powiedział, że w poniedziałek wypiszą go ze szpitala. Ale rozmowa nie kleiła się nam za bardzo. Dlatego po pięciu minutach, rozłączyliśmy się. A ja nadal się nudziłam.
Wyjrzałam za okno, wyjątkowo wyszło słońce. Szybko podbiegłam do szafy, zmieniłam rurki na legginsy, włożyłam buty do biegania i wzięłam słuchawki.
Wybiegłam z hotelu i mimo, że nie znałam Kuusamo, czułam że wiem dokąd mam biec.
Oddaliłam już się trochę od hotelu, wbiegłam już do czwartego parku. Miałam już zamiar biec z powrotem, gdy zaczął padać śnieg. Najpierw mały, jednak za każdą minutą stawał się gęściejszy. Dobiegając do hotelu było mi dostatecznie zimno i byłam cała biała.
Wbiegłam do pokoju, wzięłam rzeczy i szybko pod prysznic. Ustawiłam gorącą wodę i momentalnie zrobiło mi się cieplej.

Podchodząc do szafy, wybrałam ciepłe ubrania. Nie chcę się przeziębić.
Spojrzałam na zegarek, była już prawie dwunasta. Zaczęłam pakować rzeczy na kwalifikacje.

Zebraliśmy się wszyscy przy recepcji, obok nas stali Polacy. Maciek rozmawiał z kimś. Myślę, że to mógł być właśnie ten 'Wiewiór'. Ja zaś rozmawiałam z Thomasem. Po chwili pojawił się Alex. Spakowaliśmy się do busu i byliśmy w drodze. Usiadłam na samym tyle z Thomasem. Oparłam się o jego ramię i zamknęłam oczy. Relaksowałam się, a w busie było cicho, bo wszyscy próbowali się skupić na swoim zadaniu.

Byliśmy na miejscu po jakimś czasie. Na trybunach byli już kibice, ale to co teraz, nie równało się z tym, co się dzieje na konkursie.
Poszliśmy do swojego domku. Chłopcy zaczęli się rozgrzewać, a ja wyszłam na dwór. Niedługo za mną wyszedł Alex i stanął koło mnie.
- Jak myślisz, będą kwalifikacje? - zapytał
- Wiesz, myślę, że dziś ich nie będzie. Ale coś czuję, że ten konkurs w Kuusamo będzie dla nas szczęśliwy.
- Obyś miała rację
Później przeprosił mnie i poszedł załatwiać swoje sprawy.
Postanowiłam sfotografować chłopaków na rozgrzewce. Nie byli niczego świadomi, co mi tylko pomogło. Niestety, później poszli do domku, żeby się przebrać.
Poszłam na trybuny i czekałam na początek kwalifikacji. Choć szczerze wątpiłam, że się odbędą, bo wiatr wiał i padał mały śnieg. Gdy nadszedł czas początku, spiker powiadomił, że kwalifikacje zostały przełożone na 15 minut później. Kibice nie zrazili się tym, krzyczeli nawet jeszcze głośniej.
Po upływie tego czasu, powiadomiono nas, że jury podjęło decyzję przeniesienia kwalifikacji na jutro. Usłyszałam zawód w krzyku kibiców i sama też się trochę tak czułam.
Poszłam do chłopaków i pocieszałam ich. Jakiś czas później, jak wszyscy, opuściliśmy teren skoczni.

Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Po jakimś czasie otworzyłam laptopa i przeniosłam zdjęcia z aparatu. Zamówiłam sobie jeszcze herbatę z cytryną, żeby się nie rozchorować.

5 minut później przyszła moja herbata. A razem z nią bukiet czerwonych róż. Wielki bukiet. Chłopak powiedział, że dostał polecenie mi dostarczyć.
Podziękowałam ładnie i przeszukałam kwiaty w celu znalezienia jakiegoś liściku. W końcu go znalazłam i przeczytałam : Maciek
- Hmm. Mógł się bardziej wysilić. - powiedziałam do siebie (taak, nie ma to jak pogadać z kimś mądrym ;D )

Postawiłam kwiaty w wazon, na stolik i dalej obrabiałam zdjęcia.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Chwilę później, nie zdążyłam się jeszcze nawet podnieść, otworzyły się i stanął tam Maciek.
Uśmiechnęłam się i podziękowałam za róże.
- Nie ma za co. Ładne kwiaty dla ładnej kobiety.
- Oj już nie słodź tak.
Pogadaliśmy o nieodbytych kwalifikacjach i później zdecydowaliśmy, że obejrzymy jakiś film. Postawiliśmy na dobrą komedię.

Włączyłam film i położyłam się na łóżku, to samo zrobił Maciek. Po chwili poczułam, że przybliża się do mnie i rozstawia ramiona.
Zaryzykowałam i oparłam głowę o jego tors. Czułam jak oddycha i czułam znowu ten piękny zapach. On zaś jedną ręką objął mnie w ramiknach, drugą gładził moje włosy. Nakryliśmy się kocem.
Byłam bardziej skupiona na tym co on robi, niż na filmie. Ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz podobało mi się.

Gdy film się skończył, wyszłam jakoś z objęć Maćka, bo on nie chciał mnie wypuścić. Wyłączyłam laptopa i z powrotem wróciłam do naszej pozycji.
Przeleżeliśmy tak długi czas, rozmawiając o sobie, wyjawiając drobne tajemnice, żartując.

Nagle on zerwał się.
- O nie! Jak już późno! Łukasz mnie zabije!
Faktycznie, na zegarku była godzina 1:23
Wstał z łóżka, a za nim ja. Podszedł do drzwi.
- To cześć. - powiedział - Dziękuję. - przytulił mnie, później pocałował w policzek i czubek głowy
- Ja też dziękuję. Powodzenia jutro.
Wychodząc, wysłał mi jeszcze buziaczka. Złapałam i odwzajemniłam mu się. Chwilę późnij wyszedł.

Byłam wzniebowzięta.

--------------------------------------------
Przepraszam za duże opóźnienie. :c brak czasu
Pozdrawiam :*
Jak czytacie, proszę, zostawcie coś po sobie. Chcę wiedzieć ile osób czyta moje wypociny ;>

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział ósmy

Czułam, że robi mi się słabo. Usiadłam na trawie, Thomas trzymał mnie ciągle za rękę. Nie mówiliśmy nic. Byłam w totalnym szoku. Nie dałam rady spojrzeć za krzak, gdzie leżał Michael. Jednak wiedziałam, że muszę do niego podejść, coś zrobić. Miałam cichą nadzieję, że on jeszcze żyje, że da się go uratować.
Nie miałam sił płakać, byłam za mocno przerażona.
Po chwili udało mi się wstać i podeszłam do Mitchiego, a za mną Thomas. W jednej chwili w oczach pojawiły się łzy. Parę sekund później siedziałam cała zapłakana. Thomas odszedł od mnie i zadzwonił gdzieś. Po tym, co mówił, domyśliłam się, że dzwonił na pogotowie.
Podeszłam do Michaela bliżej, pochyliłam się nad nim. Przyłożyłam palec do jego szyi i raptem wszystko się we mnie ożywiło. Bowiem czułam puls. On żyje! Był lekko odczuwalny, ale pogotowie niedługo przyjedzie. Podeszłam do Thomasa, powiedziałam mu. Objęliśmy się i razem czekaliśmy na przyjazd pogotowia i policji.
Przez około 10 minut, które dla mnie trwały wieczność, stałam wtulona w Thomasa. Ciągle płakałam. Oni go niemal zabili. Przecież to cud, że on żyje. Ale ci faceci, nie pożyją już długo... Obiecuję to sobie i wszystkim. Nareszcie przyjechali. Nie byłam w stanie im nic powiedzieć, tylko zabrali go, a my wzięliśmy taxi. Byłam ciągle w osłupieniu.  Nie mogłam uwierzyć, że to się działo.
Jakiś czas później przyjechaliśmy pod same drzwi szpitala. Szybko pobiegliśmy gdzie skierowano nas w recepcji. Byłam nadal w szpilkach, więc zdjęłam je wbiegając po schodach. Przybiegliśmy pod samą salę operacyjną. Dopiero teraz mieliśmy czas, żeby usiąść i przemyśleć to. Thomas poszedł nam po kawę, a ja siedziałam sama, do czasu, aż nie przyszli jego rodzice.
- Co się stało z moim Mitchim? - zapytała zapłakana mama
Nie odpowiedziałam, pokazałam tylko coś, co mogło przypominać znak, że nie wiem. Musiało wyglądać to śmiesznie, ale nikomu do śmiechu nie było. Nie chciałam nikomu przeszkadzać, więc wstałam i podeszłam do wyjścia. Nagle jego mama poderwała się, podeszła  do mnie i mocno przytuliła. Wyszeptała "Dziękuję" i znowu zaczęła płakać. Chciałam ją pokrzepić, ale mi też się to nie udało. Odwróciłam się i poszłam do Thomasa.
Usiedliśmy trochę dalej od rodziców Michaela. Thomas objął mnie, a ja zaczęłam po raz kolejny dziś płakać.
- Heej, przestań. Przecież nic nie mogliśmy zrobić. Zabiliby Ciebie i co ja bym sam zrobił, co? Będzie dobrze przecież. - powiedział do mnie brat ocierając łzy z mojego policzka
- Boję się, Thomas - powiedziałam i jeszcze mocniej się rozpłakałam
To była nasza jedyna rozmowa przez cały czas. Wolałam milczeć i samej to przemyśleć, ale wiedziałam, że mam w nim wsparcie.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Podniosłam się i odebrałam. Rozmawiałam z mamą.
- Mamo... Jestem... Daj mi dokończyć i nie drzyj się... Jestem w szpitalu u Michaela... Później Ci powiem, co się stało... Nie martw się, proszę... Nie, mi nic się nie stało... Idź spać... Dobranoc...
Rozłączyłam się i wyłączyłam dźwięk.
Po jakiejś godzinie z sali wyszedł doktor. Szybko do niego wszyscy podbiegliśmy.
- Co z Michaelem, panie doktorze? - zapytała jego mama
- Hmm.. Jest słaby, ale stabilny. Ta doba będzie decydująca.
No tak, typowy tekst doktorów.. pomyślałam.
- Czy możemy się z nim zobaczyć? - zapytałam
- Nie, jeszcze nie. Najwyżej jutro koło południa. Teraz idźcie do domu, przespać się. Pan Michael będzie pod dobrą opieką, nie martwcie się.
Odeszłam z Thomasem, wziął mnie za rękę.
- Ja. Nigdzie. Nie. Idę. - powiedziałam
- No chooodź Nico! Nic to nie da, jak będziesz tu siedzieć.
Poddałam się, pożegnałam się z jego rodzicami i poszliśmy na dół.
W drzwiach spotkaliśmy Gregora. Chciał nas ominąć, ale zatorowałam mu drogę. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam z powrotem na dwór.
- Co Ty zrobiłeś?! Jak mogłeś?!
- Ale o co Ci chodzi?
- Przez Ciebie Michael prawie nie umarł!
- Co Ty wymyślasz?
- Teraz się nie tłumacz! Widzieliśmy wszystko!
- Nico, uspokój się. - wtrącił się Morgi
- Nie, zostaw mnie. Muszę. - odpowiedziałam mu
- Słuchaj Nico. Ja mu tylko chciałem pokazać, że nie warto ze mną zadzierać, a Ci ludzie co go prawie zabili, ja ich nie znam. - powiedział Gregor
- Nie wierzę Ci! - krzyknęłam
Gregor podszedł do mnie i pocałował mnie w usta. Był agresywny, ale nie próbowałam się nawet wyrywać. Po chwili oderwał się, odwrócił i poszedł do szpitala. Stałam przez jakiś czas nie mówiąc nic. Poczułam delikatny dotyk, odwróciłam się. To Thomas pokazywał, że chce już iść do domu. Poszliśmy.

Weszłam do domu i od razu poszłam pod prysznic. Starałam się o niczym nie myśleć. Zmyłam z siebie wszystko. Łącznie z myślami i wspomnieniami z nocy. Położyłam się do łóżka. Wzięłam telefon, żeby podłączyć do ładowania. Zobaczyłam trzy SMS

Co słychać? Mam już czas, chcesz to Skype?

Halo, jesteś?



Co jest? Zła jesteś na mnie, Nicole? Odpisz mi, jeśli zobaczysz te SMS. Martwię się.



Wszystkie były od Mańka. Na dodatek 2 nieodebrane połączenia. Od Gregora i znowu Maćka. Nie miałam sił, żeby jakkolwiek na to zareagować, więc odłożyłam telefon i poszłam spać.

Obudził mnie dzwonek telefonu. Umówiłam się z Thomasem, ściągnęłam się ledwo z łóżka i poszłam się ogarnąć. Po jakichś 30 minutach byłam gotowa. Czekałam tylko na brata. Czekałam, czekałam i się wreszcie doczekałam. Ale niestety, nie jego. Przed moim podwórkiem szedł Gregor, nie zdążyłam się schować niestety.
- O cześć. Idziesz do szpitala? - zapytał, ale nie odpowiedziałam mu. - Co Ty tak się chowasz? Nicole, halo, nie mam do Ciebie żadnego żalu, że mnie całowałaś!
- Co? Jak śmiesz? Ty nie masz do mnie żadnego żalu? Gregor! To Ty przyczyniłeś się temu wypadkowi! I Ty mi tu mówisz, że nie masz żalu do mnie? To ja go mam do Ciebie! Wykorzystałeś mnie, bezbronną kobietę! Przez Ciebie niemal zginął Michael! - odpowiedziałam mu, ale nadal nie mogłam uwierzyć, jak mocno Gregor jest w sobie zakochany. Narcyz.
Skoczek nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na mnie. Widziałam, że wahał się, czy ma iść sam, ale postanowił zostać. Po chwili, na szczęście, przyszedł Thomas.
- Sorki za spóźnienie, Nicole. - podszedł do mnie i pocałował w policzek
Gregora totalnie zignorował, nie zdziwiło mnie to za bardzo. Gregor też nic nie powiedział, zmierzył go tylko wzrokiem.
Po chwili ruszyliśmy. Przez całą drogę trwała cisza, ale nikogo nie krępowała. Nikt nie miał ochoty nic mówić, nie było żadnego wspólnego tematu na ten moment.
Przy szpitalu przyspieszyłam. Chciałam być tam pierwsza. Wbiegłam po schodkach i skierowałam się na OIOM. Leżał tam, a obok niego siedzieli jego rodzice. Usiadłam na krześle przy sali. Niedługo potem przyszedł Thomas, później Gregor. Usiedli koło mnie.
Czekaliśmy w spokoju, aż będziemy mogli do niego wejść. Usłyszałam czyjeś kroki, chwilę później zobaczyłam cały nasz team. Nie rozmawiali jak zawsze, nie śmieli się, to nie było w ich stylu. Popatrzyli na mnie pokrzepiająco i usiedli spokojnie. Następnie od Michaela wyszli jego rodzice. Podniosłam się, popatrzyłam na nich. Widziałam w ich oczach ulgę, małe szczęście. Podeszłam do nich, przytuliłam jego matkę. Gdy wchodziłam już do Mitchiego, zobaczyłam katem oka zbliżających się do nich policjantów. No tak, przesłuchania. - pomyślałam.
Od razu jak podeszłam do przyjaciela, łzy pojawiły mi się w oczach.
- Jezuu, Michael, tak bardzo się bałam o Ciebie! - przytuliłam go mocno i zaczęłam płakać
- Nie zostawiłbym Ciebie bez opieki, kochana. - otarł mi łzy i pokazał, żebym usiadła na krzesło
Zrobiłam to, ale ciągle trzymałam jego rękę. Nie mogłam mu pozwolić, żeby znowu mnie tak straszył.
Przez cały czas rozmawialiśmy o wszystkim, byle tylko nie o wypadku. Po dość długim czasie, wstałam i pożegnałam się z Michaelem. Zmierzałam już, żeby wyjść. W ostatniej chwili usłyszałam cichy głos z łóżka:
- Nicole, Ty widziałaś oczywiście kto to?
Pokiwałam głową, usłyszałam, że odetchnął z ulgą i wyszłam. Thomas się podniósł i podszedł do mnie:
- Przesłuchiwali mnie już. Zaraz będziesz Ty, jak zobaczą, że wyszłaś. - szepnął mi do ucha, uścisnął ramię i poszedł do Mitchiego.
Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do policjantki. Odeszłyśmy dalej. Powiedziałam jej wszystko, co widziałam. Chciałam ukarać jakoś tych facetów. Powiedziałam wszystko, oprócz tego, że Gregor najpierw pobił Michaela. I przyczynił się do prawie śmiertelnego wypadku.
Wyszłam ze szpitala, jeszcze tylko podeszłam do sali Michaela, ale nikogo tam już nie zastałam. Nastawiłam już się na samotne wracanie, ale przy wyjściu czekał na mnie wysoki blondyn. Jasne, Gregor. A czego ja się mogłam spodziewać?... Chciałam go ominąć, ale dosłownie stał mi na drodze:
- Powiedziałaś, że pobiłem go?
- Zostaw mnie. - chciałam go ominąć
- Stój. Powiedziałaś?
- Dowiesz się w swoim czasie. - powiedziałam i poszłam
Gregor stał w miejscu przez kilkanaście sekund, ale dogonił mnie i szedł w tym samym tempie.
- Jeśli powiedziałaś to...
- To co? Mnie też pobijesz?
Znowu nie odpowiedział, tylko szedł ze mną. W końcu doszliśmy do naszej ulicy, a rozmowa nie kleiła nam się w ogóle.
Pokiwałam mu głową na pożegnanie i weszłam do domu. Rozebrałam się i zjadłam obiad z rodzicami. Długo rozmawialiśmy na temat Michaela. Gdy temat się wyczerpał, wstałam i poszłam do pokoju swojego. Włączyłam laptopa. Nie weszłam na Skype, nie miałam ochoty nawet rozmawiać z Maćkiem. Włączyłam sobie film. Jak zwykle, dobry melodramat. Przyszykowałam sobie pudełko chusteczek i usłyszałam dźwięk SMS
Żyjesz tam?
Od Maćka, tak jak myślałam. 
Żyję, nic się nie stało wczoraj. Miałam strasznie ciężki dzień i nie, nie jestem na Ciebie w żaden sposób zła. Ale dziś też nie porozmawiamy, przepraszam.
Położyłam się, zaczęłam oglądać. Chwilę później zadzwonił do mnie Thomas:
- Cześć, cześć. - zaczął
- Cześć.
- Jak przesłuchanie?
- Powiedziałam wszystko, muszą znaleźć tych facetów. Jeśli nie, to sama ich znajdę, mam nadzieję, że mi pomożesz?
- Jasne. Też im powiedziałem wszystko, co widziałem. Oprócz jednego...
- ...Że Gregor go pobił? Ja też nie. Nie umiałam, w końcu to mój kolega.
- Mój przyjaciel, nie miałem sumienia.
- No widzisz, a ja wracałam z nim do domu. I pytał mnie czy oskarżyłam jego.
- Będzie musiał nam się jakoś odwdzięczyć. Dobrze, ja kończę już. Miłego wieczorku Nicole.
- Do jutra
Rozłączyłam się i czekał na mnie SMS od 'Skarba'
Co się stało Nicole? Gdzie Twoja radość?
Nie odpisywałam mu przez jakiś czas. Musiałam się zastanowić, czy mogę mu zaufać i napisać o zaistniałej sytuacji, czy nie. Wzięłam telefon i napisałam szybko, żeby nie zmienić decyzji w ostatniej chwili.
Michael, mój przyjaciel, miał wypadek. Ciężki wypadek. Niemal śmiertelny. Więc już wiesz, czemu.
Powróciłam do filmu, ale musiałam włączyć go od początku, bo oczywiście, nic nie rozumiałam. Obejrzałam już jakieś 30 minut filmu, gdy telefon znowu dał o sobie znać. A razem z nim, Maciek.
Ten Michael? :o Mogę Ci jakoś pomóc?
Odpisałam od razu:
Nie, nie da się. Jak na razie pomaga mi dobry dramat.
A film leciał.. Trudno, oglądałam dalej. W końcu doszło do mojej ulubionej sceny, zaczęło się dziać. A ja zaczęłam płakać. Wszystko już się rozwijało, gdy Maciek napisał
O, widzisz, też lubię takie filmy. Kiedyś może będziemy je oglądać razem. Dobranoc.
Przeczytałam to i pomyślałam tylko, że nie muszę odpisywać mu. Zagłębiłam się dalej w film, kompletnie nie zareagowałam na jego wyrażenie - KIEDYŚ może będziemy je oglądać RAZEM.
Film wywołał w mnie odpowiednie emocje. Płakałam, jak nigdy. I przyznam, pomogło mi to.
Zebrałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Tym razem wzięłam długą kąpiel w wannie. Chciałam się zrelaksować, więc włączyłam sobie ulubioną muzykę. Czas leciał szybko, tak samo szybko, jak spadała temperatura wody. Zrobiło mi się zimno, więc szybko zmyłam pianę z włosów i wyszłam z wanny. Otuliłam się ciepłym ręcznikiem, później włożyłam szlafrok. Było jeszcze wcześnie, ale byłam bardzo zmęczona. Poszłam spać.

Obudziłam się późno, zdecydowanie za późno. A u mnie nie jest to częsty przypadek. Szybko zjadłam śniadanie, ubrałam się w dresy i wybiegłam na dwór. Jeszcze tylko wróciłam się do pokoju po karty skoczków, bo od razu ze szpitala, miałam biec do Michaela. Zrobiłam mini rozgrzewkę i pobiegłam do szpitala. Ominęły mnie korki, gdybym jechała autobusem. A za to dostałam dużo spojrzeń kierowanych na mnie przez płeć przeciwną. Po około 15 minutach byłam na miejscu, jeszcze tylko zabiegłam do łazienki. Opanowałam się, uspokoiłam oddech.
Poszłam do Michaela, nie było u niego nikogo. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy, jak zwykle. Chwilę później przyszedł doktor. Pokazałam dla Michaela, że za chwilę wrócę i poszłam za doktorem.
- Przepraszam, i co z Michaelem?
- Jest w dobrym stanie. Wyjęliśmy kulę. Ma szczęście, że się nie wykrwawił, że kula nie zaszła za daleko, że karetka przyjechała szybko.
- Uff... Na szczęście. Dziękuję bardzo. A kiedy będzie mógł wyjść już z szpitala?
- To nie mi należą się podziękowania. To chyba Ty i Twój kolega, zadzwoniliście szybko po karetkę? I to Wy widzieliście wszystko? A co do wypisu... To myślę, że już pod koniec tygodnia będzie mógł wyjść. Ale, niestety, skakać to już w tym sezonie raczej nie będzie mógł. Chyba, że polepszy mu się, będzie dobrze w rehabilitacji, wszystko dobrze się zrośnie.
- Dziękuję.
Wróciłam do Michaela, powiedziałam mu, że przy końcu tygodnia, będzie już w domu. Ale nie powiedziałam, że do skoków pewnie nie wróci już w tym sezonie. Nie miałam serca, żeby mu powiedzieć. Widziałam jak się cieszy, że niedługo będzie w domu.
Jakiś czas później, pożegnałam się z nim i wybiegłam z szpitala. Teraz czekała mnie dłuższa trasa. Ale cieszyłam się, bo wreszcie nastały dobre wiadomości.
Na trening przybiegłam na czas, a już myślałam, że się spóźnię. W sali byli wszyscy. Powiedziałam im o losach naszego Michaela i przeszliśmy do krótkiego treningu. Dosłownie krótkiego, bo trwał 30 minut. Od razu po nim poszliśmy wszyscy do sauny. Było przyjemnie ciepło. Ale nikt nadal się nie odzywał. Ja też nie miałam zamiaru tego zaprzestać.
Do domu wracałam jak zwykle z Gregorem.
- Dziękuję, że nic nie powiedziałaś
- Nie ma za co. Nie umiałam
- Przepraszam Cię, mam nadzieję, że mi wybaczysz, to co zrobiłem.
- Może kiedyś przyjdzie taki czas.
- Nicole, proszę, nie skreślaj mnie.
- ...
- Bo.. Bo ja.. Bo ja na prawdę Cię kocham. I wiem, że Ty mnie nie, ale nie zamierzam rezygnować, przykro mi. Jeśli będzie trzeba, poradzę sobie i z Tobą i z tym Polaczkiem, tym Maćkiem.
- Miło wiedzieć o Twoich zamiarach. Tylko go nie pobij. Dobranoc.
Wyprzedziłam go i weszłam do domu. Nie miałam sił, żeby się z nim pożegnać, ani spojrzeć w twarz.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, za taki krótki rozdział :( Powodzeniaa :* Miłej majówki :)
I proszę, po przeczytaniu, zostaw komentarz, nawet ten negatywny. Daje to takiego kopa, nawet sobie tego pewnie nie wyobrażacie. Więc :
CZYTASZ = ZOSTAW KOMENTARZ PO SOBIE